Ważny temat   
Tajemnica wizji św. Faustyny
Dodano dnia 04.10.2018 18:57
Siostra Faustyna i Karol Wojtyła za życia nigdy się nie spotkali. A jednak... się widzieli

 

„Widziałam rękę, która wykańczała tę świątynię"
Gdy 18 maja 1920 roku w podkrakowskich Wadowicach urodził się Karol Wojtyła, Helena Kowalska, późniejsza święta Faustyna, miała piętnaście lat. Mieszkała z rodzicami w Głogowcu niedaleko Łodzi, pomagała w niewielkim gospodarstwie i opiece nad kilkorgiem młodszego rodzeństwa. Kiedy 22 lutego 1931 roku Siostrze Faustynie, od sześciu lat zakonnicy Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, podczas pobytu w Płocku ukazał się Jezus, rozpoczynając przekaz orędzia o Bożym Miłosierdziu, Karol Wojtyła był uczniem pierwszej klasy Gimnazjum imienia Marcina Wadowity w Wadowicach.

 

Kiedy trzy lata później przez pół roku, od stycznia do czerwca 1934, Siostra Faustyna w Wilnie doglądała malowania przez Eugeniusza Kazimirowskiego obrazu Jezusa Miłosiernego z podpisem „Jezu, ufam Tobie", Karol Wojtyła chodził do czwartej klasy gimnazjum. Bardzo dobre oceny na świadectwie ze wszystkich przedmiotów (przy ocenie z religii z dopiskiem: „ze szczególnym zamiłowaniem") potwierdzały jego wybitne uzdolnienia. Był ministrantem, codziennie służył do mszy świętej, nosił szkaplerz Maryi. Doświadczony przez los - w wieku dziewięciu lat stracił matkę Emilię, a dwunastu brata Edmunda - był dojrzalszy od rówieśników. Pisał wiersze, pięknie recytował, niebawem zaczął grać w szkolnym kole teatralnym.

 

Latem 1938 roku - dokładna data nie jest znana - wraz z ojcem Karolem Wojtyłą seniorem przeprowadził się z Wadowic do Krakowa, na Dębniki. Zamieszkał przy ulicy Tynieckiej 10, w suterenie kamienicy, która należała do Kaczorowskich, rodziny Karola ze strony matki. W tym czasie Siostra Faustyna złożona śmiertelną chorobą leżała w szpitalu w podkrakowskim Prądniku Białym. Dziś Prądnik Biały jest dzielnicą Krakowa, a szpital, zwany przed drugą wojną światową Miejskimi Zakładami Sanitarnymi, nosi imię Jana Pawła II. Siostra Faustyna zmarła w klasztorze w Łagiewnikach 5 października 1938 roku o godzinie 22.45. Dwa dni później, 7 października, we wspomnienie Matki Bożej Różańcowej, została pochowana na małym przyklasztornym cmentarzu. W życiu osiemnastoletniego Karola Wojtyły rozpoczynał się wówczas nowy, ważny okres. W niedzielę 4 października w kościele Świętej Anny uczestniczył we mszy świętej inaugurującej nowy rok akademicki. Karol rozpoczynał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które rok później przerwał wybuch wojny.

Wojtyła i Faustyna - dwie postaci, dzięki którym prawda o Bożym Miłosierdziu dotarła do setek milionów ludzi na świecie - za życia się nie spotkali. A jednak Siostra Faustyna w 1937 roku widziała papieża Wojtyłę. Ujrzała go w jednej z wizji, którą opisała w Dzienniczku. Otóż 23 marca 1937 roku, a był to Wielki Wtorek, w klasztorze w Krakowie zobaczyła swoją kanonizację: „Nagle zalała mnie obecność Boża i ujrzałam się naraz w Rzymie w kaplicy Ojca Świętego, i równocześnie byłam w kaplicy naszej, a uroczystość Ojca Świętego i całego Kościoła była ściśle złączona z naszą kaplicą i w szczególny sposób z naszym Zgromadzeniem; i równocześnie wzięłam udział w uroczystości w Rzymie i u nas. Ponieważ uroczystość ta była tak ściśle złączona z Rzymem, że chociaż piszę, nie mogę rozróżnić, ale tak jak jest, czyli jak widziałam. Widziałam w kaplicy naszej Pana Jezusa wystawionego w monstrancji na wielkim ołtarzu. Kaplica była uroczyście ubrana, a w dniu tym wolno było wejść do niej wszystkim ludziom, ktokolwiek chciał. Tłumy były tak wielkie, że ani okiem przejrzeć nie mogłam. Wszyscy z wielką radością brali udział w tej uroczystości, a wielu z nich otrzymało to, co pragnęło. Ta sama uroczystość była w Rzymie w pięknej świątyni i Ojciec Święty z całym duchowieństwem obchodził tę uroczystość; i nagle ujrzałam św. Piotra, który stanął pomiędzy ołtarzem i Ojcem Świętym. Co mówił św. Piotr - nie mogłam słyszeć, lecz poznałam, że Ojciec Święty rozumiał mowę jego..." (Dzienniczek, 1044)2 .

 

Faustyna zobaczyła to, co miało się wydarzyć sześćdziesiąt trzy lata później. Nie wiedziała, jak to się stanie, że kanonizacja będzie odbywać się jednocześnie i w Watykanie, i w Łagiewnikach, a co - jak dzisiaj wiemy - było możliwe za sprawą łączy satelitarnych i przekazywania obrazów między Łagiewnikami a placem Świętego Piotra. Faustyna widziała Ojca Świętego, który „rozumiał mowę" świętego Piotra. Świętość Siostry Faustyny ogłosił 30 kwietnia 2000 roku Jan Paweł II. Faustyna musiała zatem ujrzeć jego postać, jego twarz. W marcu 1937 roku widziała papieża Karola Wojtyłę... On, w 1937 roku siedemnastolatek, nie myślał nawet o kapłaństwie. Rozmiłowany w literaturze, szczególnie w dramacie, i teatrze, grał na deskach amatorskich scen w Wadowicach, współreżyserował pierwsze sztuki, dyskutował o znaczeniu i potędze słowa z Mieczysławem Kotlarczykiem, późniejszym twórcą Teatru Rapsodycznego. Swoją przyszłość wiązał z teatrem, z czasem wchodząc coraz bardziej w „misterium słowa" i przybliżając się do tajemnicy Słowa - Słowa Wcielonego3. Jednak Siostra Faustyna, która osiągnęła najwyższe dostępne dla człowieka szczyty zjednoczenia duszy z Bogiem, obdarzona licznymi charyzmatami, w tym widzeniem wydarzeń z przyszłości, wiedziała, że się nie myli. Zanim w 1933 roku poznała w Wilnie księdza Michała Sopoćkę, swego kierownika duchowego i pomocnika w szerzeniu orędzia o Bożym Miłosierdziu, wcześniej dwukrotnie w wizjach ujrzała jego twarz.

 

W Dzienniczku Siostry Faustyny jest jeszcze jeden opis widzenia, który - jak możemy się domyślać - dotyczy Jana Pawła II. 8 maja 1938 roku, a zatem pięć miesięcy przed śmiercią, Siostra Faustyna miała wizję związaną z rozwojem kultu Bożego Miłosierdzia: „Dziś widziałam zatknięte w ziemi dwa słupy, bardzo wielkie, jeden zatknęłam ja, a drugi pewna osoba, S.M., z niepojętym wysiłkiem, zmęczeniem i usiłowaniem; a gdy postawiłam ów słup, dziwiłam się sama sobie, skąd miałam tyle siły. I poznałam, że nie własną siłą dokonałam tego, ale mocą z wysoka. Te dwa słupy były blisko siebie na przestrzeni tego obrazu i ujrzałam ten obraz zawieszony na tych dwóch słupach, bardzo wysoko. W jednej chwili na tych dwóch słupach stanęła wielka świątynia, i wewnątrz, i na zewnątrz. Widziałam rękę, która wykańczała tę świątynię, ale osoby nie widziałam. Wielkie mnóstwo ludzi było na zewnątrz i w świątyni, a strumienie wychodzące z najlitościwszego Serca Jezusa spływały na wszystkich".

Otwierany 93 razy Źródło: stacja7.pl/
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła