Ważny temat   
KOMU SIEBIE ZAWIERZYĆ?
Dodano dnia 05.09.2018 10:10
To mówi Pan Bóg: Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną.

Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców.
(Jr 17,5-8)



Ufać i ufność pielęgnować

„Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce" (Jr 17, 5). - To mocne stwierdzenie być może wzbudza zastrzeżenia i opory. Czy nie jest jednak prawdziwe i słuszne? Prorok, będący ustami Pana, słusznie przestrzega przed pokładaniem nadziei w (jakże kruchej) sile ciała. Mając coraz więcej życiowego doświadczenia, rozumiemy, że i samo ciało, i wszystko, co materialne - przemija i jako takie, wcześniej czy później, rozczarowuje, poi goryczą. Źle lokując swoją nadzieję, może człowiek poczuć się w końcu oszukany i aż „przeklęty".
Tak, wcześniej lub później, każdy przyzna rację Jeremiaszowi, a kto mądry, to jeszcze przed szkodą skorzysta z jego mądrej przestrogi i podziękuje mu za nią. Ale pozostaje pewien niepokój i trudność w zgodzeniu się z Jeremiaszem, gdy ten przestrzega przed pokładaniem nadziei także w człowieku. Czyżby ta przestroga zachęcała do tego, by nie ufać drugiemu człowiekowi? Cóż za nieludzki i nieznośny byłby taki świat, w którym pod groźbą przekleństwa należałoby nie ufać bliźniemu, człowiekowi?
Wątpliwości i niejasność narastają jeszcze bardziej, gdy pomyślimy o tym, że nikt z nas ani nie chce, ani nie potrafi obejść się bez zaufania do innych, gdyż nikt nie jest samowystarczalną monadą. Każda osoba szuka innych osób i pragnie zarówno okazać zaufanie jak i poczuć się nim obdarzona.
Rzeczywiście, każdego dnia, i to powielekroć, okazujemy zaufanie różnym ludziom i jakoś powierzamy im siebie, na przykład gdy wsiadamy do autobusu czy pociągu. Gdy używamy windy, sięgamy po leki, jemy obiad w restauracji czy w domu... Ufamy kompetencji tych, co przewidują pogodę, ale raczej ograniczamy nasze zaufanie, gdy chodzi o informacje dotyczące interesów politycznych, ekonomicznych i ideologicznych... Jednak mimo wszystko darzymy się zaufaniem, by móc żyć i budować wielorakie więzi. Zatem jak właściwie rozumieć Jeremiaszową przestrogę: „Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku [...], a od Pana odwraca swe serce" (Jr 17, 5)? Potrzebne jest tu pewne rozróżnienie.


Pokładać nadzieję tylko w Bogu

Jeremiasz (Bóg przez niego) nie gani zaufania człowieka do człowieka. Krytycznej ocenie podlegają nie proste (a zarazem piękne i konieczne) akty zaufania, które ludzie sobie wzajemnie okazują. Prorok gani ten fundamentalny akt ducha, w którym człowiek tak (bałwochwalczo) pokłada nadzieję w czymś lub (i) w kimś, że jednocześnie serce swe odwraca od Pana!
- Trzeba nam wiedzieć, że każdy człowiek czuje się w głębi serca przynaglany do tego, by znaleźć sobie kogoś (coś), na kim mógłby się całkowicie oprzeć, powierzyć i doświadczyć ocalenia. Precyzyjnie mówi o tym ojciec Karl Rahner: „Człowiek jest taką istotą, która pragnie całkowicie zawierzyć się drugiemu i tylko w ten sposób potrafi istnieć; odczuwa potrzebę «zdania się» na innego przez całkowite oparcie się na nim. (...) Człowiek tylko wtedy odnajduje siebie, gdy powierza siebie i zdaje się na drugiego albo raczej opiera się na nim. W przeciwnym razie człowiek pozostaje zamknięty we własnej skończoności, jaka - jeśli to uwięzienie stanowi ostateczny, wolny akt jego życia - staje się dla niego dosłownie piekłem, trwałą samotnością w milczeniu, która dusi się sama w sobie" (K. Rahner, Przez Syna do Ojca, Wyd. Znak, s. 146).
Jest jasne, że tym „drugim", o którym mowa, jest Bóg, i że tę wielką potrzebę mamy z nadania samego Stwórcy. I że to On w ten sposób skierowuje nas ku Sobie, ku Pełni.
Od zawsze, dokładniej mówiąc od pierwszych poważnych pytań i zadziwienia nad tajemnicą bycia człowiekiem - jakoś wiemy, że można, że trzeba i że warto powierzyć siebie tylko samemu Bogu. Tylko tak postępując, stajemy się błogosławieni, szczęśliwi, ocaleni. To, co my sami też jakoś wiemy, a przynamniej przeczuwamy to w głębi serca, o tym Biblia mówi otwartym tekstem: „Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją" (Jr 17, 7). Bóg się nie myli, ani nas w błąd nie wprowadza.

 

Wybór jest jasny

Znów „kłania się" nam dar i trud wolności. Trzeba znów zastanowić się i wybrać: chcę być mężem przeklętym czy błogosławionym. Jeremiasz w sugestywnych obrazach pokazuje, jaka przepaść oddziela obu mężów: jeden „jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną". A drugi jest „podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców".
- Co za różnica: krzak na stepie i drzewo zasadzone nad wodą! Co za przepaść: mąż przeklęty i mąż błogosławiony!
Podobną różnicę w losie dwóch mężów, a także przepaść, która zionie i oddziela bogacza od Łazarza, widać w dzisiejszej perykopie (Łk 16,19-31). Ale to byłby już nowy temat (choć ściśle powiązany z tematem wolności i wyboru).

W dłoni Boga ukryty

Zakończmy modlitewno-poetyckim wypowiedzeniem naszych pragnień, które spełnia tylko Bóg, gdy w Nim pokładamy nadzieję, gdy Jemu siebie powierzamy, gdy kryjemy się w Jego dłoni.

 

„W dłoni Boga ukryty"

 

Boże,
szukam dłoni,
która by mnie trzymała,
z której płynąłby pokój,
która dodawałaby otuchy.
Dłoni,
która by mi towarzyszyła,
która by mnie chroniła,
która by mnie prowadziła.
Dłoni,
która wskazywałaby mi drogę,
która jest mocna, która mnie nie puści.
Dłoni,
która jest mi życzliwa,
która mnie otacza,
która jest czuła.
Boże,
Twoja dłoń mnie trzyma (por. Ps 138,7)
uspokaja i dodaje odwagi.
Twoja dłoń mi towarzyszy.
Ona chroni i prowadzi (por. J 10,28).
Otaczasz mnie swoją dłonią (por. Ps 139,5),
jesteś czuły i nieskończenie dobry.
Twoja dłoń mnie nigdy nie puści.
W Twoją dłoń wkładam wszystko (por. Ps 31,6):
przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
W Twej dłoni jestem ukryty - na wieki (por. Ps 31,16).

 

Otwierany 111 razy Źródło: https://czestochowa-jezuici.pl Autor: o. Krzysztof Osuch SJ
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła