Świadectwa   
Polski ksiądz na Kaukazie
Dodano dnia 08.07.2019 10:21

Z księdzem Arturem Garbeckim o jego 14-letniej, pięknej, a czasem niebezpiecznej posłudze kapłańskiej w Gruzji i Abchazji, rozmawia Adam Białous.

 

 

W jaki sposób trafił Ksiądz na Kaukaz?

Pochodzę z miasteczka Dąbrowa Białostocka w województwie podlaskim. Urodziłem się w roku 1974, święcenia przyjąłem w 2001. Nasi rodzice mają dwóch synów a mój rodzony brat również został księdzem. On również sprawował przez kilka ładnych lat posługę za granicą i to daleko, bo aż na Alasce. Ja myślałem o wyjeździe na misje do Gruzji już w pierwszym roku kapłaństwa. Wówczas my, neoprezbiterzy mieliśmy spotkanie z misjonarzem, który posługiwał w tym kraju. Opowieści o pracy duszpasterskiej w tym górzystym kraju zapadły mi w pamięć i w serce.

 

Po dwóch latach pracy duszpasterskiej w Polsce - w białostockiej parafii pod wezwaniem św. Kazimierza - za zgodą arcybiskupa, w roku 2003 wyjechałem do Gruzji. Najpierw trafiłem do Tbilisi. Tam panował jeszcze wówczas posowiecki bałagan. Na ulicach można było spotkać grupy bandytów, przemieszczających się samochodami.

 

Do jakiej parafii dostał Ksiądz „przydział"?

Na szczęście długo tam nie byłem. Przez pewien czas uczyłem się języka, który jest trudny. W tym kraju żeby się dogadać, trzeba znać gruziński albo rosyjski. Msze święte odprawiałem po gruzińsku. Później miejscowy biskup skierował mnie do parafii pw. świętego Józefa we wsi Arali, w południowej części kraju. Posługiwałem też w pobliskim Ude. W tych wsiach mieszka dużo katolików. Początkowo warunki tam były bardzo trudne, górskie. Wodę trzeba było nosić z wiadrami, prąd raz był, a raz go nie było. Kiedy spałem, biegały po mnie myszy. Drogi to są tam takie, że gdy się nimi jedzie, to w brzuchu wszystko się przewraca, jak w betoniarce. Samochód może łatwo zsunąć się w urwisko lub przewrócić. Już przy prędkości 50 kilometrów na godzinę jest ryzyko wypadnięcia z drogi.

 

Jacy są Gruzini?

To wspaniali ludzie. Przede wszystkim są bardzo gościnni. Zapraszali mnie do swoich domów. Gościli, rozmawiali. Zawsze gotowi do pomocy, troski o innych. Gdy trzeba, nakarmią i przenocują. Z wielkim szacunkiem odnoszą się do księży. Bardzo przyjaźnie nastawieni są do Polaków. Szczególnie po tym, jak podczas wojny z Rosją w roku 2008, poparł ich nasz prezydent Lech Kaczyński.

 

Jak wyglądała praca duszpasterska?

Gruzja przyjęła chrześcijaństwo bardzo wcześnie, już w pierwszej połowie IV wieku, ale obecnie katolików jest tam mniej niż jeden procent. Stosowane są trzy ryty sprawowania liturgii - rzymski, ormiański i chaldejski. Najwięcej jest osób wyznania prawosławnego. Polskich księży mieszka obecnie w Gruzji czterech, są też zakonnicy. Posługa kapłańska w parafiach była podobna do tej w naszym kraju, jednak jej specyfiką jest praca w górach, docieranie do ludzi żyjących gdzieś wysoko. Latem chodziliśmy na tak zwane kaczowki, czyli górskie pastwiska. Tam ludzie mieszkają w małych domkach, aż do czasu kiedy pojawi się śnieg. Dopiero wówczas schodzą niżej. Wielu z nich było duchowo bardzo zaniedbanych. Niektórzy spowiadali się raz w życiu. Tam odprawialiśmy Msze święte, udzielaliśmy sakramentów.

 

Podczas 12-letniej posługi w Gruzji bywałem na różnych parafiach. W rejonach zamieszkałych przez wielu katolików kościoły podczas Mszy świętej były pełne ludzi. Jednak tam, gdzie przeważała ludność wyznania prawosławnego, zdarzało się, iż odprawiałem Eucharystię w sytuacji, kiedy w kościele była tylko jedna osoba.

 

Czy w Gruzji posługa była bezpieczna?

Nie zawsze. Trudno było szczególnie na początku, kiedy w kraju ogólnie panował zamęt. Wówczas mieliśmy czasami na parafiach wizyty grup bandyckich. Oni zawsze chcieli pieniędzy. Pewien okres mojego pobytu przypadał na okres wojny z Rosją w roku 2008. Był strach, kiedy w nocy leciały nad nami wrogie samoloty. Na szczęście nie bombardowały one osad, wsi czy miast, ale raczej obiekty wojskowe.

 

Spotkał Ksiądz Polaków?

Mieszka tam sporo naszych rodaków. Niektórzy z nich są jeszcze potomkami zesłańców z czasów powstań narodowych. Inni przyjechali do pracy w przemyśle naftowym i osiedli w Gruzji. Działają nawet szkoły polskie. Niekoniecznie wszyscy nasi krajanie są tam katolikami, niektórzy potomkowie zesłańców wsiąkli już w tamtą kulturę, wiarę i są wyznania prawosławnego.

 

W jaki sposób trafił Ksiądz do Abchazji?

Po dziesięciu latach posługi w Gruzji zacząłem mieć problemy zdrowotne, a dokładnie zbyt wysokie ciśnienie krwi. Tam pracowałem wysoko w górach i to zaszkodziło mi, człowiekowi z podlaskich nizin. Poprosiłem więc biskupa, żeby mnie przeniósł gdzieś niżej. Wysłał mnie więc do Abchazji, do jej części położonej nad Morzem Czarnym. Abchazja to piękny kraj. Od strony Morza Czarnego, na wybrzeżu, jest nisko, a zaraz jak się wjeżdża w głąb tej krainy, zaczynają się góry, które pną się aż do 4 tysięcy metrów.

 

Abchazja to region separatystyczny, takie jakby-państwo. Po wojnie z Gruzją oddzieliła się od niej. Tbilisi tego nie uznaje. Abchazja funkcjonuje dzięki pomocy Rosji. Nie wiadomo, co dalej będzie z tym regionem. Mieszkańcy dopuszczają dwie możliwości: albo stać się samodzielnym państwem, albo zintegrować się z Rosją.

 

Jak wyglądała Księdza posługa w tym regionie?

Skierowano mnie do parafii pw. św. Szymona Kananity w Suchumi, czyli stolicy. Byłem jedynym księdzem w całej Abchazji. Po przyjeździe zaraz wziąłem się za remont kościoła i domu parafialnego. Parafian miałem niewielu. Kiedy przyjechałem, do kościoła na Msze święte regularnie chodziło 17 osób, kiedy odjeżdżałem, było ich 20, a teraz jest trochę więcej. Takie są tam realia. Najświętszą Ofiarę odprawia się w języku rosyjskim, bo to powszechnie używany tam język.

 

Abchazi to nieco inni ludzie niż Gruzini. Na początku w relacjach z obcymi są ostrożni, dopiero kiedy kogoś poznają, robią się otwarci i serdeczni. W Gruzji posługa jest nieco trudniejsza. Tam, kiedy ewangelizuje ksiądz katolicki, wśród prawosławnych jest to przyjmowane z pewną ostrożnością. Natomiast Abchazi bardzo chętnie słuchają Ewangelii. Do kościoła to może nie przyjdą, ale gdy się do nich wychodzi ze Słowem Bożym, są do tego bardzo pozytywnie nastawieni. Mówiłem do nich często w markecie, a oni zawsze na koniec zapraszali mnie, abym ponownie przychodził do tego sklepu i im „mówił o Jezusie".

 

Jakie wyznania są obecne w Abchazji?

Jest garstka katolików, w tym część obrządku ormiańskiego. Większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego, ale wielu z nich nie jest nawet ochrzczona. Dużo tam świadków Jehowy, którzy prowadzą tam mocną ekspansję, bo ludzie są religijnie słabo świadomi. 20 procent ludności to muzułmanie. Do tego część Abchazów wyznaje jeszcze jakieś swoje pierwotne, pogańskie kulty. Sytuacja nie jest więc łatwa. Miejscowi są nastawieni do Gruzinów raczej wrogo, z powodu wojny, która rozegrała się tam w latach 1992-1993. Wskutek tego konfliktu Abchazja się odseparowała. To była krwawa rozgrywka. Dochodziło do mordów i dlatego do dziś istnieje wzajemna wrogość. Sytuacja jest jednak skomplikowana, bo żyje tam wiele mieszanych małżeństw.

 

Jakie okoliczności skłoniły Księdza do wyjazdu?

Zmusili mnie do tego bandyci. Przez dwa lata posługi w Suchumi był z nimi spokój, ale później zaczęli podjeżdżać przed kościół samochodami i żądać pieniędzy. Nie chciałem płacić haraczu, sprawę zgłosiłem władzy, więc zrobiło się gorąco. Któregoś razu przed świątynię zajechało pięć samochodów z bandytami. Wtedy już nie mogłem wyjść z plebanii. Żeby odjechali, musiał interweniować abchaski minister spraw wewnętrznych.

 

Jednak wcale nie czułem się potem bardziej bezpieczny. Miałem świadomość, że grozi mi wielkie niebezpieczeństwo. Strach było wyjść na ulice. Kiedy o sytuacji dowiedział się ksiądz biskup, zdecydował o moim wyjeździe do Gruzji. Wróciłem do Tbilisi, a na moje miejsce do Suchumi wysłano innego kapłana, który był nowy, więc dano mu spokój.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Adam Białous

 

 

Otwierany 103 razy Źródło: pch24.pl/
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła