Nowotwór, Dzieciątko Jezus i dotyk Eucharystii.
Świadectwo ks. Lucjana Bielasa
Ks. Lucjan Bielas ze zdumieniem patrzył na pełną energii siostrę bernardynkę, która z wypiekami na twarzy opowiadała mu o cudach, uproszonych u stóp Dzieciątka Koletańskiego. „Trzeba wykorzystać wszystkie możliwości" - pomyślał, biorąc do ręki nowennę. Nowotwór o najwyższym stopniu agresywności, który zaatakował jego ciało na pewno nie będzie czekał.
Była wiosna 2020 r. 68-letni ks. Lucjan Bielas, aktywny duszpasterz i naukowiec diecezji krakowskiej, zauważył u siebie niepokojące objawy: krew w moczu.
- Jak to: nowotwór? Przecież nic mnie nie boli - zareagował na diagnozę w gabinecie urologicznym.
- Trzeba wyciąć. Najlepiej jutro, bo każda minuta jest ważna - odparł lekarz.
Dotyk Boga
Cztery dni później był już po operacji. „G4 czyli najwyższy stopień złośliwości" - czytał wyniki badań histopatologicznych i zdawał sobie coraz bardziej sprawę z powagi sytuacji. Na twarzach lekarzy dostrzegał troskę i beznadzieję. To był taki rodzaj raka, przy którym wkrótce pojawiają się przerzuty.
- Bałem się może nie tyle śmierci, co tego, że będę musiał jeszcze bardziej uporządkować życie przed odejściem, bo czas może być krótki - mówi. - I stała się rzecz niezwykła. Podczas Mszy św. zacząłem jakby na nowo uświadamiać sobie znaczenie słów modlitwy, którą kapłan odmawia przed Komunią św.
„Panie Jezu Chryste, niech przyjęcie Ciała i Krwi Twojej (...) dzięki Twemu miłosierdziu (...) chroni mnie oraz skutecznie leczy moją duszę i ciało". Słowa „i ciało" odbijały się echem w jego głowie. Prawda, którą traktował bardzo poważnie: że w Chrystus jest rzeczywiście obecny w konsekrowanym Chlebie i Winie, docierała do niego z nową mocą.
„Skoro wierzę, że rzeczywiście dotykam Ciała Chrystusa, tak, jak dotykali go ludzie, których przed wiekami uzdrawiał, to znaczy, że On i mnie może uzdrowić" - rozumiał coraz bardziej.
Figurka Dzieciątka Jezus
„Do czego jestem potrzebny Panu Bogu jako zdrowy?" - zaczął pytać na modlitwie. I odkrywał, że Bóg chce, by poprowadził Duszpasterstwo Ludzi Pracy Ora et Labora, którym postanowił się zająć przed pandemią, gdy przeszedł na emeryturę.
Mimo pandemii i zawieszenia działalności duszpasterstw, postanowił pchnąć sprawy do przodu. Wraz z ludźmi z duszpasterstwa odwiedził Sanktuarium św. Józefa przy klasztorze benedyktynek klauzurowych w Krakowie, które wydawało się im idealne do tego, by dzieło osadzić.
Był 19 czerwca 2020, uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. S. Ewelina, która powitała ich na furcie, z ogromną wiarą zaczęła opowiadać o łaskach, wypraszanych za przyczyną cudownej figurki Dzieciątka Jezus, zwanego Koletańskim, które od 200 lat znajduje się w ich kościele.
- Choruję na paskudny nowotwór, który kończy się zwykle dramatycznie - ks. Lucjan podzielił się swoim problemem. A wtedy siostra z pogodnym obliczem, za którym stała wiara, włożyła mu do ręki książeczkę z nowenną do Dzieciątka Koletańskiego, butelkę z wodą, w której ta figurka była kąpana i szatki.
- Idea Dzieciątka wydawała mi się w pierwszym momencie infantylna, ale gdy śmierć zagląda w oczy, człowiek ima się każdej modlitwy - mówi ks. Lucjan. - Zacząłem z powagą odmawiać codziennie tę nowennę, a modlitwie towarzyszyły wciąż nowe myśli.
Może Karaiby?
Nowenna do Dzieciątka zaczęła się w jego głowie łączyć z Najświętszym Sakramentem. „Skoro dotykam Cię codziennie, to Panie, jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić" - prosił.
Kolejne badania pokazały, że w organizmie nie ma przerzutów, a na bliźnie po pierwszej operacji nie ma śladów pozostałości po raku.
- Byłem czysty, co oczywiście nie znaczy, że nie wróci.
Lekarze, zaskoczeni wynikami, zrezygnowali z planowanej chemii, i zalecili tylko regularna kontrolę.
- Poczułem wtedy bardzo wyraźnie, jak modlitwa setek osób wyciąga mnie za uszy z problemu - mówi. - Zadowolony, poszedłem do szpitalnej kaplicy i myślę: „Może wyjazd na Karaiby? Może dookoła świata? Uciesz się życiem!" I niemal w tej samej chwili czuję głos wewnętrzny: „Lucek, wkurzasz mnie. Bierz się do roboty, bo ci dotacje cofnę".
Weź się do roboty
Tak zaczęło się rozwijać Duszpasterstwo Ludzi Pracy Ora et Labora, które kształtuje kulturę pracy.Przedstawiciele różnych zawodów spotykają się co miesiąc przy klasztorze sióstr bernardynek, i znajdując konkretne rozwiązania wobec zmieniającego się rynku pracy i względem Boga. Dotykają realizmu, konkretnych wyzwań życia...
Ks. Lucjan zaczął towarzyszyć także konkretnym grupom: leśników, architektów, lotników i...więźniów. Prowadzi katechezy dla dorosłych, rekolekcje... A każde stowarzyszenie, którego jest duszpasterzem, działa w oparciu o róże Żywego Różańca.
- Do dziś codziennie odmawiam nowennę do Dzieciątka Koletańskiego i dzięki niej duchowo odwiedzam Betlejem i Nazaret - mówi. - Zrozumiałem, że poprzez Eucharystię i pełnienie woli Bożej jestem członkiem Świętej Rodziny. A kult Dzieciątka Jezus, który kiedyś wydawał mi się infantylizacją, dziś sprawia, że zaczynam wzrastać razem z Jezusem - w relacji do Boga Ojca, Maryi i Józefa.
- Jak to działa? - tłumaczy. - Dotarło do mnie, że Jezus dorastając, uczył się wszystkich zachowań w domowej codzienności, od Maryi i Józefa. Obserwował, jak rozmawiają, jak pracują, jak budują relacje z innymi. A potem dzielił tak ogromną mądrością, jak podczas dysputy jako 12-latek z uczonymi w świątyni. My najczęściej zwracamy uwagę tylko na okres Jego publicznej działalności. Tymczasem tego, jak się zachowywać we wspólnocie Kościoła, uczył się w domu. I tego ja też codziennie uczę się od Świętej Rodziny.
- To, co się wydarzyło, zmieniło mnie zupełnie - podsumowuje ks. Lucjan Bielas. - A moja codzienna praca, w całej realności życia, w podejmowaniu każdego, nawet najtrudniejszego tematów, jest podziękowaniem za to, że żyję.
|
Otwierany 66 razy
|
Źródło:
pl.aleteia.org
|
|