Niedzielne kazanie   
XXIII Niedziela Zwykła, rok C 4 września 2016 r.
Dodano dnia 04.09.2016 11:43
Mdr 9,13-18; Flm 9b-10. 12-17; Łk 14,25-33
______________________________________

Nic ponad Jezusa

 

Jezus odważnie podąża ku Jerozolimie. Na całej drodze towarzyszy Mu wiele osób, a w dzisiejszej Ewangelii św. Łukasz zaznacza, że towarzyszą Mu „wielkie tłumy". Wielu ludzi chce z Nim być. Wierzą, że ma On coś ważnego do powiedzenia i coś trwałego do ofiarowania. Są Nim zafascynowani. Jezus nie odpycha ludzi. Ale nie chce też, by szli za Nim mając fałszywe oczekiwania. Mówi do nich w sposób bardzo jasny. My też musimy dobrze się zastanowić, czy jesteśmy w stanie podołać temu, czego oczekuje od nas Jezus. Nie ma bowiem sensu zatrzymywać się w połowie drogi, jak król z dzisiejszej Ewangelii, który nie miałby dość licznego wojska, by stoczyć wojnę ze swoim przeciwnikiem, lub jak budowniczy, który nie miałby wystarczających środków na wybudowanie wieży i musiałby wycofać się z tego przedsięwzięcia. Jezus chce mieć naśladowców, którzy podążą za Nim sumiennie i rozważnie, mając jasną świadomość, czego się od nich oczekuje. Pan chce podkreślić, że pójście za Nim wymaga czegoś więcej i nie może być jedynie nieświadomym naśladowaniem większości wyznawców. Warunki, które Jezus zawarł w dzisiejszej nauce przedstawia nie tym nielicznym, których jakoś szczególnie wybrał, ale również wielkim rzeszom ludzkim, które Mu towarzyszą. Te warunki są ważne nie tylko dla wybranej grupy, ale dla wszystkich chrześcijan.

Już pierwsze słowa są wezwaniem pełnym napięcia. Jezus podkreśla, że aby iść za Nim trzeba nawet mieć w nienawiści tak bliskie osoby, jak ojciec, matka. Oczywiście nie chodzi o to, że należy mieć w nienawiści bliskich, ale tylko w tym wypadku, jeśli oni staną mi przeszkodą na drodze mojego podążania za Jezusem. To bycie z Jezusem i kroczenie za Nim ma większą wartość, niż wszelkie więzi krwi, przyjaźni, sympatii. W tym fragmencie Jezus z dużym realizmem wskazuje, że musimy się przyjrzeć nie tylko niezdrowej miłości do bliskich, ale również miłości do samego siebie i własnego życia. Tu obowiązuje taka sama zasada i kryteria, które obowiązywały w weryfikacji miłości bliźnich. Kochać siebie może oznaczać akceptację własnej osoby, ale też niezdrowe jest egocentryczne zapatrzenie się w siebie. Narcyz postrzega siebie w sposób idealny i jest zaślepiony we własnym podziwie. Komuś takiemu trudno byłoby zrobić nawet jeden krok za Jezusem.

Muszę mieć świadomość, że wszyscy, których kocham, a nawet ja sam, jesteśmy wielkim darem Miłości Boga. Stąd wszystkie ludzkie miłości powinny być podporządkowane miłości do Dawcy tego daru i oczyszczane z niedoskonałej miłości jedynie w Nim samym.

Przyjąć Chrystusa, to znaczy także przyjąć Jego Krzyż. A przyjąć Krzyż, to znaczy wziąć swój codzienny krzyż: nie jako krzyżyk złoty lub srebrny, który nosi się na łańcuszku na szyi, jako znak wyznawcy Chrystusa, ale jako zadanie wyzwalania się z własnego egoizmu w imię miłości Boga i bliźnich. Krótko mówiąc, pod Krzyżem Chrystusa powinniśmy się uczyć żyć dla innych i myśleć w kategoriach innych ludzi, a nie czynić z krzyża emblematu podkreślającego wyłącznie nasz punkt widzenia. Na tej drodze z krzyżem mam prawo też upaść, ale On daje mi wzór i siłę, by wytrwale powstawać i iść dalej. Wiernie, bez względu na wszystko, aż na moją Golgotę.

W wyborze drogi życiowej jako wzór stawia swoim uczniom - na zasadzie przeciwstawienia - fachowego budowniczego wieży w swojej winnicy oraz rozsądnego króla, który planuje kampanię wojenną z o wiele liczniejszym przeciwnikiem. Jeden i drugi potrzebuje czasu i refleksji, by podjąć odpowiednią decyzję i nie ośmieszyć się przed innymi. Ewangelicznego ucznia powinna więc cechować mądrość, cierpliwość i rozwaga.

W obu tych przypowieściach pojawia się też możliwość przegranej: śmiech innych z niedokończonej budowy i wysłane poselstwo z warunkami pokoju. Wierności Bogu uczymy się cały czas, a to jest też naznaczone chwilowymi porażkami. Niekiedy małe własne klęski są pomocą, aby wyrzec się pokusie polegania na sobie lub innych i zobaczyć, że może zgubiło się na drodze życia Jezusa.

Wymagające są propozycje Jezusa, ale jeszcze bardziej odczuwa się w tej mowie troskę by nie „kręcić" się wśród własnych przyjemności i samego siebie, by nie bać się trudu i porażek, być mądrym i rozsądnym w rozeznawaniu drogi i pragnień Boga. Czy czuję się przez Jezusa zganionym, czy zatroszczonym?

 

ks. Leszek Skaliński SDS

Otwierany 814 razy Źródło: katolik.pl Autor: ks. Leszek Skaliński SDS
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła