Niedzielne kazanie   
XXI Niedziela Zwykła, rok B 26 sierpnia 2018 r.
Dodano dnia 29.08.2018 09:29
Prz 8,22-35; Iz 2,2-5; Ga 4,4-7; J 2,1-11
______________________________________

Matka Boża Częstochowska

Kościół daje nam dzisiaj przepiękną Ewangelię, której znaczenie możemy odkrywać nieustannie. Głębia i symbolika tego Słowa pozostaje zawsze niewyczerpana, zawsze świeża w konkretnych sytuacjach naszego życia, gdzie możemy rozpoznawać aktualność tego Słowa, widzieć je jako Słowo żywe. Dlatego każdy z nas może odczytywać to Słowo bardzo osobiście, w intymnej relacji do Boga, odkrywając w tym Słowie obecność Ducha Świętego, który oświetla konkretne sfery mojego życia. Potrzeba nam do tego jednak mądrości, która pochodzi od Boga, potrzeba światła Bożego poznania. I to jest dar, o który musimy wołać, o który musimy zabiegać z całą gorliwością, bo jest nam on obiecany i Bóg chce go udzielać. "Błogosławiny ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana; kto mnie nie znajdzie, duszę swą rani, śmierć kocha każdy, kto się mnie wyrzeka." /Prz 8,34-36/
Pierwszy cud, którego dokonuje Jezus, poprzez który objawia się Jego posłannictwo, ma miejsce w Kanie Galilejskiej, podczas wesela. Tło tego wydarzenia nie jest bez znaczenia, bo właśnie sceneria zaślubin pozwala nam zrozumieć sens wydarzeń, które tam mają miejsce. Tym tłem jest miłość dwojga młodych ludzi, którzy pragną wspólnie rozpocząć nową drogę życia, którzy pragną pełni tego życia i podejmują decyzję, by razem to szczęście budować. I wydaje się, że są u szczytu tego szczęścia, że osiągnęłi to, czego pragną i tą radością pragną dzielić się z innymi. Wyprawiają więc ucztę, na którą zapraszają rodzinę, bliskich, a także pośród innych Jezusa, Jego uczniów i Maryję. Jezus jest więc obecny w ich szczęściu, ale stoi jakby na uboczu, jest jednym z wielu, których zapraszają.
I tu pojawia się nagle sytuacja pewnego kryzysu. Coś, co zagraża ich szczęściu, którego obydwoje przecież mocno pragną. Pojawia się pewien brak, bardzo istotny. "Nie mają już wina." /J 2,3/ Wino jest symbolem miłości. Jest tym, co rozradowuje serce. Jego brak jest zatem brakiem pełni radości, jest pewną pustką, która nie pozwala żyć pełnią szczęścia, pełnią radości, która powinna wypełniać serce w dniu zaślubin. Brakuje więc czegoś istotnego, czegoś, co jest źródłem szczęścia, brakuje miłości. To może wydawać się paradoksem, przecież jest to dzień uczty weselnej! Nie chodzi tu jednak o miłość ludzką, o uczucie, byłoby to mocne spłycenie tego Słowa. Chodzi o pewien fundament, na którym budowana jest pełnia życia, pełnia radości, pełnia miłości, także tej ludzkiej, kruchej i ulotnej samej w sobie. Ci młodzi jeszcze tego nie wiedzą, bo "jeszce nie nadeszła godzina" Jezusa /J 2,4/, bo jeszcze nie mogą mieć w sobie nowego życia, które Chrystus odda na krzyżu. Nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że zabrakło wina, że ich szczęście jest bardzo kruche, i nie może dać im nasycenia, którego oczekują. Oni szukają na płaszczyźnie ludzkiej tego, co można znaleźć jedynie w Bogu.
Maryja jednak już widzi tę sytuację. Jest tą, która dostrzega poprzez miłość cierpienie człowieka, nawet tam, gdzie człowiek nie potrafi znaleźć przyczyny swojego smutku, braku szczęścia, braku nasycenia. Ona wie pierwsza, że ratunek jest w Jej Synu, i właśnie ona prosi o interwencję Jezusa. Ona jedna już widzi, gdzie jest źródło i wskazuje ten kierunek, zwracając się do sług: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie." /J 2,5/ Posłuszeństwo Słowu Jezusa, wsłuchanie się w Jego polecenia jest gwarantem objawienia się mocy Boga. "Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie!" /Prz 8,33/ Nic nie dokona się biernym oczekiwaniem na cud, bez zaangażowania człowieka, bez zasłuchania się w Słowo Jezusa, bez gorliwego szukania Jego woli, bez wysiłku oczekiwania na Jego interwencję! "Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami." /Iz 2,3/ Potrzeba też gotowości, czujności, i ciągłej dyspozycyjności serca, bo to Bóg wybiera właściwą godzinę, czas objawienia się Jego chwały, czas działania.
Słudzy więc słysząc polecenie Jezusa, wypełniają je najlepiej, jak potrafią. "Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi." /J 2,7/ Słowo mówi, że było tam sześć kamiennych stągwi. Sześć jest liczbą niepełną, bo pełnię w Biblii oznacza liczba siedem. Woda, którą zostały napełnione puste stągwie nie posiada jeszcze żadnej wartości, nie rozwesela serca. Jest to tylko czynnik ludzki, który może napełnia naczynie, ale nie nasyca, nie zaspokaja pragnienia, nie ma smaku. Stągwie, które słudzy napełnili wodą, były z kamienia, i były przeznaczone do żydowskich oczyszczeń, do pewnych obrzędów, zawartych w Prawie. To jest obraz serca człowieka. Serca, które potrzebuje oczyszczenia, napełnienia. "Odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała." /Ez 36,26/ Ale to serce może być napełnione tylko miłością. To jest źródło nasycenia. Człowiek sam nie może znaleźć nasycenia, nie może zapełnić pustki, którą spowodował grzech. Może jedynie napełnić je wodą, ale nie jest w stanie tej wody przemienić w wino! To może tylko Chrystus. On jest ostatecznie Tym, który ma moc przemiany serca ludzkiego, oczyszczenia go z brudu grzechu, z konsekwencji, które pozostawia w nas grzech, On ma wreszcie moc napełnienia serca miłością, która płynie od samego Boga i która jest źródłem każdej ludzkiej miłości.
Przekonanie, że wystarczy woda, że wystarczy to, co mogę zrobić sam, ludzkim wysiłkiem, jest złudne. Nie jestem w stanie nawet zatrzymać wody w naczyniach, które zawsze mogą popękać, są nietrwałe. Prorok Jeremiasz mówi o popękanych cysternach, które są obrazem szukania szczęścia, nasycenia poza Bogiem, Jego Słowem, a więc w rzeczach, które stają się wtedy bożkami. "Mój zaś naród zamienił swoją Chwałę na to, co nie może pomóc.(...) Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody". /Jr 2,11.13/ Potrzeba zatem powrotu do źródła, skąd wytryska woda żywa, która jedynie nasyca. Gdzie jest to źródło, gdzie szukać, co robić? Jeszcze raz powraca to, co mówi Maryja: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" /J 2,5/ To jest moc Słowa Bożego, posłuszeństwa Jezusowi, szukania Go całym sercem, szukania żywej relacji z Nim, szukania Jego woli. To Słowo jest obietnicą, bo widzimy skutki takiej postawy: woda stała się winem, i to winem najwyższej jakości. Bóg nie zadowala się namiastkami, ale jeśli daje, daje zawsze to, co najlepsze, pełnię łaski. Ta pełnia to nowe życie, to moc Ducha Świętego, który całkowicie przemienia to, co ludzkie i niedoskonałe, co słabe i ułomne. On zachowuje dobre wino na koniec, kiedy ludzki wysiłek i poszukiwanie Boga dosięgną pewnej granicy, poza którą już tylko pozostanie moc samego Boga.
Prośmy dzisiaj Maryję, by wzbudzała w nas to pragnienie wytrwałości i gorliwości w poszukiwaniu Boga, w modlitwie, w posłuszeństwie Słowu, w otwartości na Słowo. To jest droga prowadząca do prawdziwych zaślubin, jakie mają się dokonać pomiędzy mną a Bogiem. Te zaślubiny są warunkiem budowania każdego ludzkiego szczęścia na mocnym fundamencie, którego nie zniszczą żadne burze. To nie ludzka miłość, choćby najbardziej żarliwa daje tę gwarancję. Źródłem każdej miłości jest Bóg, otworzenie się na tę Miłość, przyjęcie jej jest jedyną możliwością kochania drugiego człowieka, jest jedyną możliwością życia w pełni na drodze, którą wyznaczył każdemu z nas Pan.
Dorota Pietrzak

Otwierany 125 razy Źródło: katolik.pl Autor: Dorota Pietrzak
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła