Niedzielne kazanie   
XV Niedziela Zwykła, rok C 14 lipca 2019 r.
Dodano dnia 14.07.2019 09:54

Pwt 30,10-14; Kol 1,15-20; Łk 10,25-37
______________________________________________

Tajemnica miłości bliźniego

 

 

 

Łukasz rozpoczyna dzisiejszą Ewangelię od sceny, w której uczony w Prawie wystawia Jezusa na próbę zadając mu pytanie. Ten uczony w Prawie przez swoje usta rozpoczyna teoretyczną dyskusję. On przyszedł do Jezusa po to by dyskutować, debatować, szukać argumentów. Trzeba zaznaczyć, że Jezus źle się czuł wśród takich teoretycznych ekspertów. Uczony chciał się zadowolić wiedzą, która, by go zbytnio nie angażowała. Można odczytać z kart Ewangelii, że Jezus lubił przebywać wśród prostych ludzi, którzy w życiu nie szukali wydumanych teorii i nie mieli ukrytych oraz nieuczciwych celów. Jednym słowem Jezusowi bliżej do ludzi, którzy żyją działaniem, niż miałkim teoretyzowaniem. Jego nie interesują ci, którzy wiecznie chcą imponować inteligencją, ale odmawiają zaangażowania na płaszczyźnie egzystencjalnej. Jezus temu nieuczciwemu i dociekliwemu uczonemu nie odmawia spotkania, ale subtelnie skraca jego teoretyzowanie. Sprowadza tę rozmowę do spraw konkretnych. Od mądrości myśli i racjonalnych argumentów ważniejsze jest wewnętrzne poruszenie.

A jakie jest moje zaangażowanie w życie innych, czy bardziej teoretyczne, czy praktyczne? Czy w swoim życiu nie szukam bezpiecznej granicy, która byłaby odpowiednia wobec tego albo innego wydarzenia, wobec tej lub innej biedy? A gdy instynktownie wyciągnę swoją rękę do pomocy, może zaraz wstydzę się tego, bo wolałbym przeanalizować wszystkie możliwe teorie oraz argumenty za i przeciw.

Zasadniczą sprawą jest zrozumienie obietnicy przypowieści o dobrym Samarytaninie, aby w sposób autentyczny i chrześcijański przeżywać pragnienie otwarcia się na różne sytuacje, na niesprawiedliwość, biedę, upokorzenia, które doświadcza wielu z naszych braci.

Jezus przenosi akcent z poziomu wiedzy do działania i pragnie, aby wierzący człowiek właściwie pojmował te znaczenia. Ten staje się prawdziwym intelektualnym znawcą o miłosierdziu, kto działa w tym zakresie.

Ojcowie Kościoła w obrazie Samarytanina dostrzegali przede wszystkim w pierwszym rzędzie Jezusa. Jemu była obca pośpieszna i egoistyczna logika, która zawsze istniała i nadal jest obecna w naszym świecie. Jezus potrafi zatrzymać się nad kimś, kto potrzebuje pomocy, nawet nad człowiekiem wpół umarłym, który sam nie jest wstanie prosić o pomoc.
Jezusowi, zatem nie chodziło, aby wiedzieć, kogo ma kochać, jak to chciał uczony w Piśmie, ale zależało mu na uświadomieniu faktu, że wszyscy mają prawo do Jego miłości. Jezus w Samarytaninie nie pyta o tożsamość ofiarę. Dla Niego ważne jest jedno, tą ofiarą jest człowiek. To, że ten człowiek znalazł się w takiej sytuacji wystarczyło, by Jezus zmienił swoje plany, zareagował jak tylko potrafił, oddał wszystko, co miał dla polepszenia sytuacji tego biedaka. A kiedy już nie potrafił sam pomóc, to postarał się, by inni w odpowiedni sposób udzielili temu człowiekowi pomocy.

Jezus jako pierwszy, nawet jeśli Go o to nie prosimy, zatrzymuje się nad naszym życiem. Nigdy nie minął i nie przeszedł obok nie udzielając pomocy. On zawsze nas zauważa i odpowiednio reaguje. Potrafi oddać nas pod opiekę swojemu Ojcu, od którego nas otrzymał. To on zmienił swoje własne plany, by poświęcić swoje życiu w cierpieniu, za każdego z nas. Tak dla Niego jesteśmy drodzy i ważni.

A z drugiej strony ta przypowieść daje nam ważne wskazania. Na końcu tej przypowieści w słowach Jezusa znajduje się zaproszenie: "Idź, i ty czyń podobnie!". Tamta droga, która schodzi z Jerozolimy w gruncie rzeczy nie jest daleka od ścian, schodów, klatek schodowych, ulic i dróżek, sal szpitalnych, cel więziennych w obrębie naszego zamieszkania i życia. Jak wielu ludzi żyje w tych miejscach, czasami na w pół umarłych, opuszczonych, schorowanych, na marginesie życia i czekających, że ktoś z nas wreszcie się nad nimi zatrzyma i udzieli odpowiedniej na nasze możliwości pomocy. A kiedy wyczerpie się zakres naszych możliwości i kompetencji, to będziemy wówczas potrafili zadbać o pomoc u kompetentnych ludzi, instytucji.

Samowystarczalność uczonego w Prawie ukryta często w sercu każdego z nas całkiem na poważnie została poddana w wątpliwość przez świadomość, iż jeśli potrafimy zrobić coś dla naszych braci, to tylko, że Bóg jako pierwszy umiłował nas na drzewie krzyża. Jeśli dobrze się zastanowić, to odkryjemy, iż tajemnica miłości bliźniego kryje się we wdzięczności, że to my pierwsi otrzymaliśmy pomoc od najlepszego Bliźniego z Bliźnich.

Leszek Skaliński SDS

Otwierany 190 razy Źródło: katolik.pl Autor: ks. Leszek Skaliński SDS
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła