Niedzielne kazanie   
XIV Niedziela Zwykła, rok A 9 lipca 2017 r.
Dodano dnia 09.07.2017 07:56

Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30

______________________________________

Zaproszenie

 

Bóg na osiołku... Bóg umywający nogi człowieka. Kto tu jest bogiem? Bóg czy człowiek? Tylko ten, kto jest pokorniejszy i mocniejszy jednocześnie. Zanim Dobry Bóg zaprosi grzeszników do udziału w swojej pokorze i mocy, objawia się, objawia nam jaki jest. To powód do wielkiej radości według proroka Zachariasza: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny - jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy" (Za 9,9). Córą Syjonu jest Kościół, a więc i każdy kto do niego należy, każdy ochrzczony. Jesteśmy więc wezwani do wielkiej radości, bo właśnie taki pokorny Pan ostatecznie połamie łuki wojenne - wszelkie skojarzenia mocy z przemocą i On będzie dawał prawdziwy Pokój (por. Za 9,10).

Pomagając pewnej osobie przez dłuższy czas, kilka lat temu, osobie, która była w wielkich trudnościach duchowych, odczułem bezradność i zmęczenie. Przy jednym ze spotkań wypowiedziałem słowa, które oddając mój stan ducha, objawiały jednocześnie, że ciągle jeszcze przede mną jest „lekcja" radości z pokory i mocy Boga. Powiedziałem wtedy, że nie potrafię pomóc, bo i Bóg choć wielki, jest też i słaby czasami. Nie było to stwierdzenie pokorne, z mojej strony, raczej stwierdzenie pełne żalu, jakiejś goryczy i skupienia na sobie. Pewnie mógłbym się wytłumaczyć teologicznie z takiego twierdzenia, że chodzi tu o naszą wolność, przyzwolenie na jego działanie, itp. Odpowiedź jednak, której się nie spodziewałem, dała mi wiele do myślenia: „Niech się Ojciec zdecyduje czy Bóg jest mocny czy słaby? Bo inaczej jest to sprzeczność"! Odpowiedziałem: „Bóg jest mocny!" - „Właśnie - brzmiała odpowiedź - tylko mocny, Najmocniejszy może sobie pozwolić na taką pokorę i słabość" - jechać na osiołku, umywać mi nogi, przebywać w kawałku chleba z całą swoją boskością... On jest pokorny, cichy, nigdy nic nie traci, bo ma do dyspozycji cały czas i całą wieczność, i niezliczoną ilość możliwości przez które mówi do nas i działa w nas, przemieniając w Siebie. Ostatecznie więc ta „słabość" staje się drogą do większej mocy: „Moc w słabości się doskonali" (2 Kor 12,9). Takie lekcje są nam bardzo potrzebne.

Jezus, Pokorny Mocarz, zaprasza: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11, 28-30). Któż nie odczuwa utrudzenia i obciążenia życiem, kto z nas się nie męczy? Wakacje mogą nas odprężyć, ale czy uwolnią od trudów codziennych, uciemiężenia związanego z życiem grzeszników, czy dadzą odpowiedzi na wiele pytań? Przecież „śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski namiot obciąża rozum pełen myśli... któż poznał Twój [Boga] zamysł, gdyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego?" (Mdr 9,15-17).

Słuchajmy dobrze zaproszenia Jezusa. Mamy przyjść do Niego z jarzmem utrudzenia i obciążenia, ale i odejdziemy z jarzmem, ale słodkim i lekkim. Mimo, że „żaden więzień nie poprosi o nową parę kajdanek" (F. Hogan), Jezus proponuje jedyną i przedziwna zamianę dla naszego dobra. Zna ludzką naturę. Zawsze „komuś" lub „czemuś" służymy. Dlatego się męczymy. Służyć możemy: sobie, światu, szatanowi lub Bogu. Chodzi wiec, aby się oddać na służbę Jedynemu, Najwyższemu Panu. Jeśli każdy chce po swojemu budować, jeśli jest wielu panów, zdążamy nieuchronnie do chaosu. Poddanie się Bogu pozwala optymistycznie patrzeć na efekt takiej służby. Grzesznik będzie się i tak męczył, chodzi o to, aby tracić życie - zyskując je jednocześnie dla siebie i innych. Jeśli będziemy to czynić jak On - pokornie i w cichości, pozbędziemy się tej wyniosłości serca, że należy nam się nieco więcej, że już nie mamy sił, że to niemożliwe... W rzeczywistości Jezus nie proponuje nam „nowych kajdanek", ale proponuje udział w dźwiganiu Jego ciężaru! „A przecież ciężar, który On dźwiga - krzyż - jest najcięższy z możliwych. Nie można też powiedzieć, by Jego krzyż był ciężki tylko dla Niego, nie zaś dla tych, którzy pomagają Mu go nieść. Rozwiązanie tej sprzeczności zawiera się w postawie Jezusa, który mówi o sobie, że jest cichy i pokorny sercem to znaczy nie wzdycha niosąc ciężar, którym Go obarczono, nie skarży się, nie buntuje, nie zastanawia się czy starczy Mu sił" (H. Balthazar). Zjednoczony z Ojcem Jezus zaprasza nas pod swoje jarzmo. Zaprasza, abyśmy przestali liczyć na siebie i żyć opierając się tylko o siłę swojego ciała - „ziemskiego namiotu". Św. Paweł świadomy mocy, którą Pan nam daje w spotkaniu, pisze do Rzymian: „Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy... Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli" (Rz 8,9.11-13).

Oto zaproszenie Jezusa staje się wołaniem. Jest to wołanie do wyjścia z siebie i udanie się na spotkanie z Nim. Wezwanie do całkowitego oddania się Jemu, do uzależnienia się od Niego jak On zależy od nas. Wezwaniem do kochania jak On.

o. Andrzej Prugar OFMConv

Otwierany 134 razy Źródło: katolik.pl Autor: o. Andrzej Prugar OFMConv
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła