Niedzielne kazanie   
IV Niedziela Wielkiego Postu, rok C 31 marca 2019 r.
Dodano dnia 30.03.2019 22:10
Joz 5,9.10-12; 2 Kor 5,17-21; Łk 15,1-3.11-32
______________________________________________

Wielki powrót

 

 

 

 

Kiedy kończy się zdobycie wysokiego szczytu, np. w Himalajach? Mądrze ktoś powiedział, że po zejściu z niego, czyli już w bezpiecznej bazie. Ostatnie dni przyniosły nam wiadomość, że dwóch - z pośród czterech polskich himalaistów, którzy zimą zdobyli wysoki i trudny do zdobycia szczyt - nie powrócili do bazy. 5 marca 2013 r. cała czwórka Polaków zdobyła Broad Peak, dwóch uznano za zmarłych.

Myślę o ostatecznym powrocie, który mnie i wszystkich nas czeka. Czyli o najważniejszym zdobyciu szczytu. Powrocie do Boga. Bóg kocha nasze powroty w Jego ramiona, ponieważ kocha nas. Tych powrotów jest wiele: każda spowiedź, rekolekcje, modlitwa... to powrót, „zamieszkanie" w Nim. Ale czy to jest powrót ostateczny? Ostateczny powrót będzie w chwili przejścia przez śmierć do nieba. Do tego powrotu przygotowuję się przez każdy krok uczyniony ku bliskości Pana.

Jozue usłyszał od Boga słowa, po czterdziestu latach wędrówki do ziemi obiecanej, jakby na granicy wejścia, w bramie do nowego życia: Dziś zrzuciłem z was hańbę egipską (Joz 5,9). Ustępuje cudowny znak manny, Żydzi spożywają Paschę, świętują, cieszą się plonami ziemi obiecanej. Zwróćmy uwagę: droga przez pustynię to czas „zrzucania hańby", odchodzenia od mentalności niewolnika, który ciągle szemrze, buntuje się , niedowierza, wystawia Boga na próbę. Nawet Mojżesz nie przeszedł tego oczyszczenia, umarł na górze Nebo i nie zszedł z niej (por. Pwt 32,48-52). Do ziemi obiecanej weszli (oprócz wiernego Kaleba i Jozuego) nowi ludzie, nowe pokolenie, zrodzone na pustyni.

Mamy się na nowo narodzić na pustyni, podczas drogi wielkiego powrotu. W drodze od „ześwinienia", syn marnotrawny porzuca „absolutną wolność", egzystencję bez Boga, która doprowadza go do niewoli, utraty wszystkiego, co miał na tym świecie, łącznie z godnością: Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca (Łk 15 18-20).

Ojciec z radością przyjmuje swego młodszego syna, urządza ucztę i na nowo przyozdabia syna w „najlepszą szatę" jaką miał (por. Łk 15,22).Tak jak wychodził na drogę i czekał na syna młodszego, tak samo wychodzi i czeka na syna starszego, która ma inne poczucie sprawiedliwości, którego zalewa gorycz i wypowiada ją słowami: ...tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi (Łk 15, 29). Starszy syn „nic nie wie o wewnętrznej wędrówce i przemianie drugiego... okazuje się teraz, że i on w skrytości marzył o wolności bez granic, że w swym posłuszeństwie zgorzkniał wewnętrznie i obca jest my łaska bycia u siebie, łaska autentycznej wolności, która ma jako syn" (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu, cz. 1). Z przypowieści nie dowiadujemy się, czy dokonał się powrót starszego syna, przypowieść nagle urywa się wezwaniem miłosiernego ojca do starszego syna: A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się (Łk 15,32).

Jak zauważa Benedykt XVI opowieść urywa się w tym miejscu, bo „tutaj przypowieść bezpośrednio przechodzi w rzeczywistość" (Jezus z Nazaretu, cz.1). Po prostu Jezus skierował ją do licznie zgromadzonych wokół Niego zarówno grzeszników jak i do szemrzących czyli buntujących się faryzeuszów (por. Łk 15,1-2). Faryzeusze nie mogli się pogodzić z tą bliskością Mistrza z grzesznikami. Ich wyobrażenia o Bogu i Jego sprawiedliwości były inne. Mamy więc przed sobą rzeczywiście miłosiernego Ojca, który w Jezusie jest Ziemią Obiecaną, jest jak Jozue, który może i chce wprowadzić wszystkich „do siebie", który jest jedno z Ojcem. Mamy grzeszników, którzy przechodzą całą drogę „zrzucenia hańby" i mamy faryzeuszów, którzy są oczekiwani. Jezus w imieniu Ojca jedna braci, mówi „z serca miłosierdzia", zaprasza do Domu. Przypowieść ma więc zakończenie w naszej decyzji: jeśli jesteś jak grzesznik na drodze pokuty - wracasz w ramiona Boga, raduj się i krocz nadal tą drogą, aż do ostatecznego powrotu; jeśli jesteś zbuntowanym synem w domu, masz drogę do przebycia, wyrusz w nią, w otwarte ramiona Ojca wszystkich.

Św. Paweł doświadczając w sobie pojednania, przechodząc długa drogę od grzesznika, faryzeusza, do domu miłosiernego Ojca, sam staje się apostołem nieustannego zaproszenia do pojednania, które wypływa z wielkiej przypowieści o wielkim powrocie: W imię Chrystusa prosimy pojednajcie się z Bogiem (2 Kor 5,20). To wezwanie do drogi, to wezwanie do nieustawania w drodze, bo największa góra przed nami, najważniejsza brama do ziemi obiecanej przed nami. Nie możemy tam wejść bez „najlepszej szaty", która straciliśmy, żyjąc rozrzutnie. Nie możemy tam wejść ze „swoja sprawiedliwością", skrywając jednocześnie pragnienie wolności bez Boga. Obie postawy to życie „dla siebie" a nie pozostawanie w Chrystusie (2 Kor 5, 17), a więc ciągle z dala od Miłości i od Domu.

Andrzej Prugar OFMConv

Otwierany 68 razy Źródło: katolik.pl Autor: o. Andrzej Prugar OFMConv
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła