Niedzielne kazanie   
III Niedziela Wielkiego Postu, rok A
Dodano dnia 12.03.2023 08:42
Wj 17,3-7; Rz 5,1-2.5-8; J 4,5-42

Studnia nasycenia

Był już w Polsce kilka razy i składał świadectwo swojego powrotu do Chrystusa i Kościoła.

 

O. Joseph-Marie Verlinde francuski kapłan, zakonnik przyznaje, ze jest tzw. „spóźnionym powołaniem" i że Pan Jezus „wtargnął" w Jego życie. Może tak jak w życie Samarytanki? Pochodzi z katolickiej rodziny, ale jako student i doktorant fizyki oraz chemii, mając dwadzieścia lat zaczyna poszukiwania świata duchowego poza Kociołem. Poprzez medytacje transcendentalną, kontakt z Guru, wyjazd w Himalaje - do miejsc gdzie wiele osób szło drogą mistyki naturalnej - szuka wyzwolenia. Jednocześnie szybko wchodzi w okultyzm. Oto Jego słowa: „Doświadczenia te miały przynieść mi wyzwolenie tymczasem rodziły we mnie pewien niedosyt. W całym tym zamieszaniu nie znika bowiem z ludzkiego serca pragnienie miłości. Jeżeli człowiek łączy się ze wszystkim, miłość nie może zaistnieć. Pośród tych wszystkich doświadczeń coś mnie niepokoiło i krzyczało w stronę tego TY, tak bardzo upragnionego". Pewnego razu Guru wezwał lekarzy gdyż niektóre osoby z jego otoczenia chorowały. „Jedna z osób, którą wezwał, była chrześcijanką i wspomniała mi o Jezusie. Brzmienie Jego imienia przywróciło mi całą świadomość chrześcijańską. Przypomniało mi o Bogu osobowym, który nie jest jakąś zasadą, mocą kosmiczną, lecz pełnym miłości i do miłości wzywającym mnie TY". W tym zdarzeniu przyszedł do Niego Jezus i powiedział: "Jak długo jeszcze każesz mi czekać?... To nie ja znalazłem Boga, lecz On sam do mnie przyszedł".

 

Dziś o. Verlinde pomaga wielu osobom przez niezwykle precyzyjne rozróżnienia i analizę zagadnień religii wschodu. Mówi przekonywująco o zagrożeniach jakie płyną z New Age, magii, okultyzmu i „nowych" technikach medytacji, które mają otwierać na rzeczywistość duchową, a są prawdziwym zagrożeniem dla życia duchowego.

 

Wsłuchując się w opis spotkania Jezusa z Samarytanką przy studni widzimy, że Ojciec nie tylko szuka, ale znajduje człowieka, zaspokajając wszystkie pragnienia i oczekiwania w Chrystusie. Poszukuje Samarytanki; człowieka rozbitego wewnętrznie, spragnionego miłości i prawdziwego kultu Boga.

 

Ojciec szuka człowieka rozbitego wewnętrznie.

 

Najpierw Samarytanka objawia poprzez rozmowę swoje wewnętrzne rozbicie. Ma w sobie wiele „twarzy" Boga i ludzi, sprzecznych z sobą. Św. Efrem (+373) powiedział: „Ona widzi w Nim najpierw kogoś, kto ma pragnienie, następnie Żyda, później proroka, w końcu Boga. Przekonywała tego, który miał pragnienie, miała wstręt do Żyda, zapytywała mędrca, była poprawiana przez proroka, uczciła Chrystusa". Jezus swoja obecnością i słowem doprowadził ja do jedności i pokoju: wykrzyknęła z radością - „Ty wiesz wszystko", „Jesteś Tym, na którego czekałam". Podobnie było z o. Verlinde; przeszedł drogę od porzucenia Jezusa, potem do zastąpienia chrześcijaństwa inną religią i okultyzmem, aż wreszcie do ponownego usłyszenia Imienia Mesjasza, który odnajdując Go w Himalajach - obdarzył pokojem i jednością.

 

Ojciec szuka człowieka spragnionego miłości.

 

Od kilku tygodni często wracam do skargi, którą Bóg wypowiada przez proroka Jeremiasza: „Podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło wody żywej, żeby wykopać sobie cysterny popękane, które nie utrzymują wody" (Jr 2,13). To jest również powód nienasycenia Samarytanki; miała pięciu mężów, ostatni zaś mężczyzna, z którym żyła nie był jej mężem. Jezus swoim prorockim słowem odsłania „popękane cysterny" Samarytanki. Uświadomiła sobie, że przede wszystkim szuka Jego-Jedynego, Wysłannika Boga, który wszystko może powiedzieć. To ją niezwykle rozradowało, tak, że pobiegła oznajmić innym że znalazła wreszcie Tego, który miał przyjść - Mesjasza.

 

Ojciec szuka prawdziwych czcicieli.

 

Słowa, obecność Chrystusa były dla Samarytanki źródłem „wody żywej". Dały jej nowe życie. To określenie „woda żywa" przeciwstawione jest wodzie ze studni, czyli ostatecznie każdemu napojowi, który może orzeźwić człowieka, ale nie ożywić. Nie chodzi tylko o chwile nieokreślonej medytacji, czy ćwiczenie wyciszenia. „Woda żywa" daje rzeczywiste nasycenie serca. To On-Mesjasz posiada ją i tylko On ją może dawać! On jest jej źródłem! „Jeśli ktoś spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak mówi Pismo: rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J, 7,37-38) „Woda żywa" więc to symbol życia Bożego, a ostatecznie Ducha Świętego. To dzięki Niemu zaczyna „wypływać" z nas prawdziwy kult Boga, nie uzależniony od miejsca i techniki, ale od tchnienia Duch Świętego i Prawdy, którą jest sam Chrystus (nie znaczy to, ze świątynia nie sprzyja w modlitwie; pomaga i to bardzo). Prawdziwy kult uwalnia lęku i pustki, a daje miłość. Możemy kochać, zaczynamy świadczyć o obecności Mesjasza między nami jak Samarytanka.

 

Jak wejść w dialog z Bogiem - „z upragnionym TY", o którym tak mądrze mówi o. Verlinde? Jak przedrzeć się przez „szaty" i „twarze", które Go zakrywają, a może nas denerwują, aby napić się życia Boga, aby już nie pragnąć?

 

Św. Jan Damasceński (+749) świadomy wezwania do dialogu z Bogiem ma bardzo praktyczne wskazania: „Wzrasta dusza nawadniana Boskim Pismem i przynosi dojrzały owoc prawdziwej wiary, zdobiąc się zielonym listowiem miłych Bogu uczynków... kołaczmy wytrwale.... Gdy czytamy raz i drugi, nie rozumiemy tego, co czytamy, nie popadajmy w zwątpienie, lecz wytrwajmy... „Pytaj swego ojca, a on Ci oznajmi, swoich starszych, a odpowiedzą ci (Pwt 32,7)".

 

Czterdzieści lat szedł cały naród wybrany przez pustynię do ziemi obiecanej. Bóg bardzo zaryzykował prowadząc tak trudną i długą drogą swoje dzieci. Celem jednak nie było cierpienie narodu, ale oczyszczenie. Bóg Jedyny nie chciał i nie chce mieć niewolników, ale ludzi-naród wolny, naród, który poznał i odkrył, że Jedyny Bóg jest „chlebem" i „wodą", a słuchając Go, ufając Mu niczego im nie braknie (por. Wj 17,3-7). Jesteśmy na pustyni czterdziestodniowego postu. Studnia bogata w „wodę żywą" jest między nami. „Dzięki (Chrystusowi) uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany" (Rz 5,1-2). Dopóki nie popłynie, nie rozleje się w nas „woda żywa", Bóg i ludzie będą mieć dla nas wiele „twarzy", nienasycenie może wzrastać, a prawdziwy kult Boga zastąpiony adoracją siebie. Zaczerpnijmy z tej studni - studni, którą jest Jezus Chrystus, aby kochać i być kochanym, modlić się i rozradować Ojca.

Andrzej Prugar OFMConv

Otwierany 475 razy Źródło: katolik.pl Autor: o. Andrzej Prugar OFMConv
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła