Niedzielne kazanie   
III Niedziela Wielkanocna, rok A 26 kwietnia 2020 r.
Dodano dnia 26.04.2020 10:08
Dz 2,14.22-28; 1 P 1,17-21; Łk 24,13-35

 

Pielgrzym

Jezus, według Ewangelii św. Łukasza, ciągle jest w drodze, również po swoim zmartwychwstaniu. Niestrudzony pielgrzym, poszukujący człowieka, sam o sobie powiedział: „wyrzucam złe duchy, dokonuje uzdrowień... dziś jutro i pojutrze muszę być w drodze..." (Łk 13,32-33). Nawet przed miejscowością Emaus, Jezus „okazywał, jakby miał iść dalej..." (Łk 24,28). Pragnienie odnalezienia strapionych, chorych, opętanych jest powodem, że Jezus również i dziś jest w drodze; w drodze po nas, ale i z nami, chce szukać po drogach świata wszystkich zagubionych. W jaki sposób czyni nas uczestnikami swojej drogi? Spróbujmy zobaczyć to w czterech słowach, które św. Łukasz przytacza opisując sprawowanie Eucharystii przez Jezusa w Emaus: Jezus „wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im" (Łk 24,30).

„Wziął chleb"

Zanim Jezus z uczniami zajął miejsce przy stole w Emaus i wziął do ręki chleb, najpierw „wziął do swoich rąk" strapionych, dwóch uciekinierów z Jerozolimy. Pod postacią pielgrzyma, ukrywa się Dobry Pasterz, która zostawia 99 owiec i idzie za jedną, która się zagubiła (por. Łk 15,4). Poprzez spokojną i przyjacielską rozmowę, pełen miłości dialog, jest obecny w trudnym momencie życia uczniów. Nie narzuca się, ale pyta i odpowiada. Wydaje się, że jest to pierwszy krok formacji uciekinierów, dezerterów, strapionych, opętanych i chorych - w kierunku formacji uczniów Jezusa Żyjącego (por. J. P. Flores, Formacja uczniów, Łódź 1992, s. 55-91). Wszystkie wydarzenia życiowe, również te najbardziej niezrozumiałe, stają się jasne, kiedy pozwalamy Jezusowi po prostu zbliżyć się do nas, pozwalamy wziąć się w Jego przebite, zmartwychwstałe dłonie. Nasze krzyże i hańba odrzucenia, wszystkie czyny „są zapisane w księdze życia" (Ap 20,12). Bóg wie wszystko. Bóg może z „doliny pełnej suchych kości" (Ez 37) ostatecznie wyprowadzić dobro - jak z okrutnej śmierci Mesjasza - wypłynęło życie (por. Dz 2, 22-33). Ostatecznie wszyscy jesteśmy w rękach Boga, całe nasze życie. Jak do wypieku chleba potrzeba przeciwstawnych elementów (woda, mąka, ogień) tak i w naszym życiu Bóg pragnie „użyć" wszystkiego, by powstał Jego chleb. Nigdy nasza słabość, ani jakiekolwiek zło, nie przewyższy mocy Boga, który pragnie być blisko i nas kształtować! Do tego jednak potrzebny jest drugi krok.

„Odmówił błogosławieństwo"

Zanim Pan wypowie słowa nad chlebem w Emaus i chleb stanie się Jego Ciałem - wypowiada słowo do uczniów w drodze. Bóg zawsze dobrze mówi. „Błogosławić" („błogo" - tzn. „dobrze" + „sławić" - tzn. „mówić") to rzeczywiście przyjmować słowo Boże jako najważniejszy Przewodnik i Tego, Który interpretuje moje życie, szczególnie kiedy uciekam od Boga. Ileż pociechy niesie chociażby jedno zdanie z proroka Izajasza, kiedy wszystko się wali i nie ma człowiek ochoty żyć: „Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nigdy nie odstąpi od Ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju - mówi Pan, który ma litość nad tobą" (Iz 54,10). Mamy więc wybór - dać się błogosławić - stwarzać przez słowo Boga, czy pozostać przy swoich myślach, które odwodzą nas od duchowego centrum, gdzie Jezus zwyciężył grzech, szatana i śmierć? Kiedy człowiek chce słuchać Boga i ludzi bożych to znak, że jest na dobrej drodze. Bardzo źle jest wtedy, kiedy my mówimy: „milcz Boże - ja Ci to wyjaśnię, Ty tego nie rozumiesz!". Nie ma w nas wtedy Jego królestwa, jest niepokój, odmawiamy Bogu błogosławienia nas, a więc przyjęcia najlepszej odpowiedzi na nasz problem. Dlatego nie tylko w ten wielkanocny dzień wołamy słowami Psalmu: Ty Panie „pokaż mi ścieżkę życia" (Ps 16,11).

„Połamał"

Kleofas i jego towarzysz podróży potrzebowali oczyszczenia serca. Wszyscy musimy ostatecznie zostawić to, co sprawia, że nie jesteśmy cali dla Boga. Św. Paweł mówi wprost: „wyrzućcie stary kwas, abyście się stali przaśnym chlebem" (1Kor 5,7). Oczyszczenie jest bolesne. „Odziedziczyliśmy bowiem po przodkach złe postępowanie" - mówi św. Piotr (por. 1P 1, 17-21), ale „drogocenna krew Chrystusa", spływa na nas, aby nas oczyścić i dać nam Jego życie! To dzieło łaski, potrzebny dar nieba i bardzo trudny proces. Bolesnym odkryciem było dla uczniów, w drodze do Emaus to, że się pomylili w interpretacji końca życia Jezusa i teraz niepotrzebnie idą kilka kilometrów drogi w przeciwnym kierunku. To boli, kiedy odkrywamy, że dołączamy „swój interes" do nawet bardzo pobożnych spraw albo pracujemy głównie po to, aby być zauważonymi, podejmujemy pracę charytatywną dla prestiżu, czy atakujemy dobre pomysły tylko dlatego, ze nas tam nie ma. To przykłady, jak bardzo potrzebujemy oczyszczenia intencji, naszego serca. Z trudem, ale osobiście przyznaję również, że było mi potrzebne prześladowanie ze strony świata i „swoich", niepowodzenia, a czasami oszczerstwa, anonimy, aby ostatecznie został tylko Jezus i ja. Ten proces oczywiście trwa całe życie. Bóg jednak nie chce naszego cierpienia, ale oczyszczenia. Nie chce niewolników, ale synów, dzieci, które pełnią Jego wolę, a nie szukają i dbają tylko o swoje interesy.

„Dawał"

Ostatecznie dwaj uczniowie wrócili do Jerozolimy i podzielili się wiadomością, że Jezus żyje i poznali Go przy „łamaniu chleba". Dali świadectwo wobec innych. Taki jest cel formacji „w dłoniach Pana". Stać się chlebem, który każdy może spożyć, nasycić się i poznać, że Bóg jest wśród nas. Znakiem, że jesteśmy w dłoniach Boga jest właśnie fakt, iż chcemy dzielić się Bogiem i wszelkim dobrem. Wtedy już nie my działamy, ale On, dajemy się „spożyć jak chleb" i nakarmić innych. To jest niezależne od czasu i miejsca. Czyniąc tak, stajemy się wtedy jednym ciałem zmartwychwstałego Chrystusa czyli Kościołem, służymy sobie tymi darami, które mamy i głosimy Jego śmierć, zmartwychwstanie i ponowne przyjście, aż do czasu kiedy zakończy się nasza droga i dojdziemy do celu.

17 sierpnia 2002 r. na zakończenie mszy świętej w Łagiewnikach Jan Paweł II nie po raz pierwszy podzielił się swoimi osobistymi wspomnieniami: "Jak można było sobie wyobrazić, że ten człowiek w drewniakach będzie kiedykolwiek konsekrował Bazylikę Miłosierdzia Bożego". Ojciec św. oddał się dłoniom Pana, pozwolił, aby On mówił do Niego nieustannie, dał się bardzo połamać i hojnie się rozdawał od swojej młodości! Im ważniejsza misja, tym głębsze musi być oczyszczenie: od chodzenia w drewniakach do wielkiego pontyfikatu. Ostatecznie wszyscy jesteśmy posłani jako pielgrzymi misji Jezusa Mesjasza, aby jak najwięcej znalazło się przy stole Pana i w domu Ojca.

Andrzej Prugar OFMConv

Otwierany 198 razy Źródło: katolik.pl Autor: Andrzej Prugar OFMConv
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła