Niedzielne kazanie   
4 Niedziela Wielkanocna, rok A 7 maja 2017 r.
Dodano dnia 07.05.2017 07:52

Dz 2,14.36-41; 1 P 2,20-25; J 10,1-10

______________________________________

Brama dla pasterza


Dopiero po śmierci o. Zbigniewa dowiedziałem, jakim był duszpasterzem. Od czasu przyjścia do zakonu, przez ponad 20 lat, widziałem mojego starszego współbrata kilkanaście razy w jednym z naszych klasztorów. Kiedy przyszedłem do zakonu, on zachorował, a potem było tylko coraz gorzej z jego zdrowiem. Chodził w gorsecie ortopedycznym i o kulach, Mszę św. sprawował w kaplicy klasztornej. Mówiono mi, ze był to człowiek pracowity i bardzo dynamiczny przed chorobą. Okazało się, że od 1996 roku, aż do swojej śmierci w 2004 r. mimo chorego kręgosłupa, nóg, potem cukrzycy i nadciśnienia w stanie trwałego kalectwa stał się, z wyboru, kapelanem hospicjum Cordis w Mysłowicach. To hospicjum jest oddalone 30 km od klasztoru, w którym przebywał. Wypowiedzi osób, którym służył w ostatnich latach życia są niezwykłe: "Ojciec Zbigniew... jest prawdziwie kapelanem hospicjum, i to z ponad trzydziestokilometrowej odległości od hospicjum stacjonarnego. Jak to robi, że jest z chorymi, że nadludzkim wysiłkiem odwiedza ich także w domach? Są sprawy, które należy powierzyć jedynie Bożej Opatrzności i Miłosierdziu Bożemu - tego uczy nas sam o. Zbigniew. Jego imię w staro słowiańszczyźnie znaczy "pozbyć się gniewu". Życie nauczyło go nie bać się ludzi, znając ich przywary i zalety - nie gniewać się na nich, a jednak zachować żar pierwsze j miłości, prawdziwej gorliwości o Dom Boży, która jak mówi Pismo święte - nawet pożera.

To dlatego 13 każdego miesiąca jest u nas Eucharystia, wystawienie Najświętszego Sakramentu i w sumie zawsze kilkugodzinne nabożeństwo. To o. Zbigniew wsparty na kulach szedł drogą krzyżową w każdy piątek wielkiego postu. To dlatego przeżyliśmy najwspanialszą niedzielę palmową. Chorzy leżący na stałe podziwiali te różnorodne palmy, a później całowali przywiezione przez ojca relikwie Krzyża Świętego. On daje nam to, co ma najlepszego i najcenniejszego. Daje nam po prostu siebie. Rozdając rozrzutnie, nie patrząc na cenę życia i zdrowia, jaką płaci za każdym razem. To dlatego odbyły się u nas prawdziwe wielkopostne rekolekcje przez głośniki transmitowane dla wszystkich. Rekolekcje te uczyły nas jak żyć w pokorze i ciszy serca, zawsze z radością zmartwychwstania i widzieć naprawdę w konającym człowieku Chrystusa. Rekolekcjonista okupił potem wielogodzinne trzydniowe kaznodziejstwo tygodniową zapaścią i całkowitym wyczerpaniem sił witalnych. Nie spoczął jednak. To dzięki temu człowiekowi wiary i zawierzenia - odbyło się u nas Triduum paschalne - prawie w całkowitym liturgicznym kształcie. Z wenflonem w dłoni - pobierając dożylny antybiotyk, z czterdziestostopniową gorączką odprawiał pasyjną mękę, zakończoną niedzielą zmartwychwstania. Zbawcze wydarzenia paschalne przez jego ręce uobecniły się w sposób wyjątkowy w tym domu dla odchodzących".

Jestem przekonany, że istniało jakieś niezwykłe, ukryte przymierze pomiędzy o. Zbigniewem a Jezusem, które było siłą posługi tego kapłana wtedy, kiedy tak po ludzku jest się bezsilnym i nieużytecznym. Czy jednak nasze życie przed Bogiem jest niepotrzebne w jakimś momencie? Benedykt XVI w swojej książce „Jezus z Nazaretu" (Kraków 2007, ss. 229-239) dzieli się rozumieniem wypowiedzi Jezusa: „Ja jestem bramą owiec" (J 10,7). Dla kogo Jezus jest bramą i po co? Pierwszym, który „wszedł" przez tę bramę był św. Piotr, kiedy odpowiedział Jezusowi: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham" (J 21,17). Wtedy apostoł został powołany w nowy sposób na pasterza wspólnoty. Miłość pomiędzy Jezusem a Piotrem sprawia, że stanowią jedno. Owce więc słuchając Piotra, słuchają głosu Jezusa. Dzięki temu owce mogą być prowadzone do „życia w obfitości". Papież stwierdza: „Człowiek potrzebuje chleba, potrzebuje pokarmu dla ciała, jednak w głębi serca potrzebuje przede wszystkim słowa, miłości, samego Boga. Kto mu to właśnie daje, daje mu życie w obfitości" (Benedykt XVI, tamże, ss.233-234).

Jak niezwykle skuteczne jest działanie Piotra zjednoczonego przez miłość z Jezusem Chrystusem mówią dziś pozostałe czytania niedzieli Dobrego Pasterza. W pierwszy czytaniu słyszymy o skuteczności słowa pierwszego papieża: trzy tysiące nawróconych ludzi (por. Dz 2,36-41). Chrystus przez posługę apostoła ratuje wielu i prowadzi na „zielone pastwiska" (Ps 23).

Miłość, w której jest zanurzony św. Piotr sprawia, że jako pasterz nie przywiązuje owiec do siebie, do swojego małego „ja", ale do Chrystusa. Tak czynił również sam Pan Jezus: „Ja" Jezusa pozostawało zawsze otwarte i skierowane na bycie z Ojcem. (Benedykt XVI, tamże, s. 237).

Brama, którą jest wzajemna miłość Piotra i Jezusa prowadzi również apostoła do ukazania Jezusa jako jedyny i najważniejszy wzór dla owiec: „Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami... grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu gdy mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał nie groził..." (1P 2,21-23). W przechodzeniu przez bramę - Jezusa, pasterz umiera dla siebie, umiera jego kalkulacja czasu, postawa urzędnika, argument pieniędzy i opłacalności w posłudze pasterza... dobry pasterz nie dzieli życia na „swoje" i „dla owiec", daje całe życie jak Jego Pan. W czym jest więc prawdziwe szczęście i radość pasterza? W tym, że obfitość chrystusowego życia, którą posiada on sam staje się udziałem innych, że Dar Największy - Jezus Chrystus - został rozdany.

o. Andrzej Prugar OFMConv.

Otwierany 330 razy Źródło: katolik.pl Autor: o. Andrzej Prugar OFMConv
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła