Łęczna 2017r   
Świadectwa - czym jest dla mnie EDK?
Dodano dnia 20.03.2017 11:11
Kobieta, matka, koleżanka, córka tak wiele mam ról i zadań z nimi związanych do wykonania, możemy powiedzieć sobie nie mam czasu, ochoty, chęci iść za Tobą i z Tobą JEZU, to za trudne. Jeżeli w centrum naszego życia nie ma BOGA wszystko nas przerośnie. Od paru lat postanowiłam iść za natchnieniem Ducha Świętego tak w ciemno bez namysłu i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Gdy koleżanka powiedział mi o EDK zgodziłam się od razu, poczułam że tak bardzo chcę pomóc nieść KRZYŻ JEZUSOWI, spotkać się z nim Twarzą w Twarz.

Na tej Drodze Krzyżowej tak mocno do mnie dotarło, że nie jestem sama w swoim cierpieniu , że nie niosę sama krzyża lecz obok mnie idzie CHRYSTUS, On idzie ze mną ja idę z Nim. Na koniec okazało się , że największym bólem nie był dla mnie wysiłek jaki włożyłam w tę drogę lecz obraz jaki ujrzałam po jej ukończeniu.Po ostatniej stacji u o. Dominikanów postanowiłyśmy wrócić z koleżanką na piechotę do
domu mijając Bramę Krakowską weszłyśmy na deptak i nagle inny świat. Ból moich stóp, nóg i mięśni nie pozwalał iść szybko. Mijałyśmy grupę pijanych mężczyzn zataczających się po chodniku, dalej bójka przeradzająca się w bijatykę , ogromne wyzwiska przeplatały się z głośną muzyką i zapachem piwa, panie do towarzystwa z czerwonymi parasolkami w dłoniach prowokujące swym wyglądem, dziewczyna na ławce ledwo przytomna próbuje wstać i to wszystko w WIELKI POST, w PIĄTEK gdy nasz Pan Jezus Chrystus- BÓG oddaje za każdego z nas Swoje Święte Życie.Dziękuję wszystkim uczestnikom EDK za wasze świadectwo za brzozowe Krzyże w Waszych dłoniach, za uśmiech i łzy spływające cichutko po policzkach. Jezu daj mi siłę abym codziennie szła u Twego boku łącząc swój krzyż z Twoim Krzyżem. Matko do Syna Twego nas prowadź.JEZU kocham Cię, wielbię Cię, błogosławie Ci. Jezus jest moim Panem. Amen.

 

                                                                                  Aldona l. 39


-----------------------------------------------------------------------------------------


Do uczestnictwa w EDK namówiły mnie koleżanki. Na początku miałam wątpliwości co do trasy (wybrałyśmy najdłuższą). Liczba kilometrów do pokonania trochę mnie przerażała. Zastanawiałam się, czy nie porywam się z motyką na słońce, czy nie wystawiam Boga na próbę. Nie mam świetnej kondycji, prowadzę raczej siedzący tryb życia. Tym bardziej nie napawały mnie optymizmem moje doświadczenia z wakacyjnej pielgrzymki, podczas której były momenty, w których byłam na granicy wytrzymałości.

Zdecydowałam się jednak. Ale szykowałam się na mega wysiłek, pot, łzy i kontuzje, zakładałam skrajne wyczerpanie, a rezygnacja w trakcie była opcją, którą poważnie brałam pod uwagę.
Kilka dni przed wyjściem, po spowiedzi, poprosiłam księdza o indywidualne błogosławieństwo, specjalnie na tę okoliczność. Wątpliwości zniknęły. Poczułam się tak, jakby Pan Bóg podbił mi gwarancję. Nabrałam pewności, że z Jego pomocą dam radę, zawierzyłam Mu ten czas.
Całą drogę szłyśmy tempem marszowym, robiłyśmy bardzo krótkie postoje, a ja w ogóle nie czułam zmęczenia. Owszem, mniej więcej w połowie drogi zaczęły boleć mnie nogi, ale moje ogólne samopoczucie było bardzo dobre. Miałam w sobie wewnętrzny pokój i jakąś niesamowitą energię, która mimo drobnych ograniczeń ciała - pchała mnie wciąż do przodu. Doszłam bez problemu, a Pan Bóg nie pozwolił mi się nawet za bardzo zmęczyć.
Duchowo to był bardzo owocny czas. Wysiłek, noc, cisza - warunki EDK bardzo sprzyjają rozmowie z Bogiem i zajrzeniu w głąb siebie. Pewne sprawy zobaczyłam w innym świetle, wiele rzeczy zrozumiałam na nowo. Bardzo mocno odczułam miłość Boga i to, jak bardzo się o mnie troszczy.

                                                              Aleksandra l.25


-------------------------------------------------------------------------------------

 

Dla mnie uczestnictwo w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, było rzeczywiście wyjątkowe. Może brakowało w nim duchowych uniesień. Było prostym trwaniem z NIM, tym który jest najważniejszy w moim życiu.

Charakteru Drodze Krzyżowej jednak nadał fakt że wstając w piątek rano stwierdziłem że jestem przeziębiony. Katar, osłabienie, delikatne łamanie w kościach. Dlaczego? Wiem że powinienem zachować się rozsądnie, dla zdrowia swojego i bliskich. Stwierdziłem że jednak pragnienie przebycia tej drogi jest silniejsze. Boże wybacz że jestem trochę zwariowany i po ludzku nie poprawny. To było pragnienie serca. Msza w katedrze już wystawiła mnie na próbę wytrzymałości. Później w ciągu trasy stopniowo gasłem. Dawało o sobie znać zmęczenie, brak sił. Około 30-tego kilometra, trwało swoiste "umieranie". Obrazu dopełnia widok moich stóp czyli odciski na podbiciu i pięcie obu stóp, nie wspominając o pęcherzach. Idąc czułem że mam sił
dosłownie na 5 kroków. Po tym okazywało się że nadal idę. To może następne 5? Byle do następnej stacji. Wyjątkowe zjednoczenie z Chrystusem cierpiącym. Doświadczenie tego że wystarczy trwać, robić małe kroki w swoim życiu. Patrzeć na nie z perspektywy tu i teraz. Z Jezusem dałem radę i finalnie podziękowałem MB Kębelskiej za opiekę jednocześnie prosząc o jej wstawiennictwo w noszonych przeze mnie intencjach. Z NIM mogę przezwyciężyć wszystko łącznie z moją słabością. A to co wydarzyło się tuż przez EDK na pewno nie było dziełem przypadku. Chwała Panu!

 

                                                                          Sebastian l.26


----------------------------------------------------------------------------------------


Po raz drugi brałem udział w EDK. W poprzednim roku trasa Tomaszów-Zamość okazała się bardzo ciężka i długo myślałem "nigdy więcej" pomimo, że EDK bardzo dużo mi dała.

Rozsadek podpowiadał cały czas to samo ale w środku czułem wielką chęć ponownego pokonania tej wyjątkowej drogi krzyżowej. EDK w tym roku również okazała się bardzo ciężkim wyzwaniem, warunki pogodowe i terenowe skutecznie utrudniały marsz. Miałem dużo przemyśleń przez drogę, nie będę tutaj wszystkiego opisywał, możliwe że będzie okazja osobiście się tym z Wami podzielić. Najważniejszą myślą która urodziła się podczas drogi to CEL. Każdy z nas musi mieć konkretne cele w życiu. Celem Jezusa było oddać życie i nas zbawić. Mógł się poddać podczas swojej męki, wtedy pewnie by Go dobili podczas drogi. Jednak chciał jak najlepiej wypełnić swoją misje, do końca! Ja miałem konkretny cel podczas EDK i to mi dawało siłę aby nie odpuszczać. Niosłem również intencje bliskich mi osób które nie mogły iść lub obawiały się trasy. To było mega motywujące. To był mój CEL, który chciałem zrealizować do końca. Chwała Panu!

 

                                                                              Andrzej l.28

 

 

 

Otwierany 566 razy
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła