Duszpasterstwo   
Wszystko o ikonie, która może wszystko!
Dodano dnia 05.08.2026 11:34
Skąd naprawdę pochodzi Jasnogórski Obraz? Jakie są najstarsze świadectwa jego istnienia? Co właściwie oznaczają legendy, które go otaczają? Debiutująca właśnie na rynku wydawniczym książka Wincentego Łaszewskiego to propozycja dla tych, którzy mają pragnienie i odwagę zajrzeć głębiej niż prowadzą legendy. Nie jest wyłącznie opracowaniem historycznym czy duchową medytacją. Autor prowadzi czytelnika z wyczuciem, bez nachalnych wniosków, z wyraźnym zaproszeniem do własnej refleksji wokół Jasnogórskiej Ikony - jednego z najważniejszych wizerunków maryjnych w chrześcijaństwie.

 

Jest deszczowy jesienny wieczór, na Jasnej Górze dochodzi godzina dwudziesta pierwsza. Kaplica wypełniona po brzegi, głowa przy głowie, serce przy sercu. Za chwilę rozpocznie się Apel Jasnogórski. Stoję w prezbiterium, wpuszczony przez zakrystię, przyciśnięty do ściany, w głębi, tak że nie widzę nawet Cudownej Ikony. Mogę ją tylko oglądać odbitą w spojrzeniu wpatrzonych w nią ludzi. I nie potrafię od tego widoku oderwać oczu. Na wprost Królowej, w pierwszym rzędzie, stoi dwoje ludzi - kobieta i mężczyzna, chyba przed czterdziestym rokiem życia. Nie wiem, jak wcześnie musieli tu przyjść, by zająć najbardziej uprzywilejowane miejsce w kaplicy. Chociaż stoją w centrum, nikt nie zwraca na nich uwagi. Czy na pewno nikt? Ktoś na nich patrzy - mam wrażenie, że tylko na nich. Patrzy z taką uwagą i czułością, że dla tych dwojga przestał istnieć cały świat. Istnieją tylko Ona i oni. Tych dwoje nie widziało Obrazu. Oni spotkali się z żywą Maryją. Reszta zniknęła. To o nich pisał prymas Wyszyński: „Zdumiewająca była ich spokojna, ufna wiara. Ci ludzie widzą to, w co wierzą".


Okno uchylone na niebo

 
Przychodzimy do Niej, klękamy, śpiewamy. Jesteśmy, pamiętamy, czuwamy... Ale ile wiemy o tym świętym, ikonijnym oknie otwartym dla nas na Jasnej Górze? By spełniła swe zadanie, musi posiadać trzech twórców. Pierwszym jest Bóg. To On stoi u początku prawdziwej ikony. O jej powstaniu decyduje Jego wola, a także Jego natchnienie. Drugim twórcą świętego wizerunku jest malarz. Ale jest on właściwie jedynie „kopistą" Boskiej wizji. Dlatego ikona nigdy nie nosi jego podpisu. Jest jeszcze trzeci autor. To człowiek modlący się przed ikoną. To on nadaje ikonie sens. Zapatrzony w święty wizerunek, spotyka się „na dotyk" z jej pierwszym autorem, którym jest Bóg. Ma spojrzeć w okno ikony i zobaczyć w nim swego Stwórcę. Trzeci autor, a więc każdy z nas, ma szczególne zadanie - ikona ma dzięki niemu dalej żyć.

 

W świecie chrześcijańskiego Wschodu istnieje przekonanie, że „ikony umierają". Staje się tak wtedy, gdy tracą swoich czcicieli, gdy ludzie z różnych powodów przestają się przed nimi modlić. Ikona pozostawiona sama sobie traci swój sens. Teologowie powiedzą krótko: „Ikona w samotności umiera".

 

Most do Boga


Ale jest też odwrotnie: Ikona omodlana i czczona przez wiernych ma w sobie coraz więcej życia i nabiera coraz więcej Bożej energii. Święty Bazyli Wielki († 379) uczył, że „podstawowym zadaniem ikony jest bycie mostem". Przy omodlonym wizerunku możliwe jest przejście przez ten most na drugi brzeg. Do nieba. Z Maryją Przewodniczką. Gdy przyglądamy się Jej „przez ikonę" i pytamy, jak możemy upodobnić się do Niej, Ona wykonuje jeden tylko gest: wskazuje na swego Syna. To w Jezusie jest odpowiedź. Ona jest taka dzięki Jezusowi.


Wota - podziękowanie za cuda i łaski


Czas mija, ale jedna rzecz w sanktuarium jasnogórskim z pewnością się nie zmienia. Ludzie składają przed Obrazem Królowej wota. Cienka obrączka prostej wieśniaczki może mieć większą wartość, niż hojny dar złożony przez kogoś znaczącego i bogatego, a różaniec zrobiony z chleba w obozie zagłady może być cenniejszy od złotej korony złożonej przez mieszkającego w zbytkach króla.

 

Bezcenna jest wartość licznych wotów zdobiących Obraz Maryi na Jasnej Górze. Bywa, że niektóre z nich tracą swą prawdziwą cenę - przestają być wyrazem serca, skoro z upływem czasu ofiarodawca zapomina o swej wdzięczności i powraca do poprzedniego życia. Gdy w wotach nie ma już ich duchowej wartości, gdy nie mówią nic o ludzkiej duszy, ich wartość ocenia się wówczas już tylko przez cenę szlachetnych kruszców i kamieni.

 

Chwalebny zwyczaj, tragiczne skutki

 
Im cudowniejszy Obraz, tym więcej otrzymywał darów. Im słynniejszy, tym bardziej ludzie oczekiwali, że więcej ofiarowanych klejnotów znajdzie się bezpośrednio wokół Wizerunku. Bogate dekoracje jednoznacznie ukazywały moc i sławę Obrazu. Może dla wiernych był to zwyczaj chwalebny, dla Ikony jednak tragiczny - do tego stopnia szkodliwy, że historia zna wypadki całkowitego zniszczenia wizerunku, który chciano jeszcze bardziej uczcić. Pamiętamy: wota przybijano bezpośrednio do Obrazu, wbijając w jego deski gwoździe, niszcząc przy tym warstwę malarską, osłabiając Ikonę, umożliwiając wilgoci i grzybom dostęp do głębi podobrazia.

 


Pierwszym udokumentowanym wotum umieszczonym bezpośrednio na obrazie jest brosza ufundowana przez Władysława Opolczyka (tak przynajmniej podają legendy), który zakrył i przyozdobił „ranę po strzale".

 

Do połowy XVII w. co cenniejsze wota były przymocowywane bezpośrednio do obrazu, niszcząc go wbijanymi gwoździami i zaczepami.

 

Dokonajmy krótkiego przeglądu: Po sacrilegium (w 1430 r. obraz został pocięty szablą i połamany - red.) Ikona zyskuje srebrne grawerowane blachy jako tło Wizerunku Madonny z Dzieciątkiem oraz srebrne dekoracyjne nimby. Na początku XVI wieku na szyi Maryi pojawia się bogaty sznur pereł z wisiorkiem przypominającym „złote runo" (rodzaj frędzla), brosza w kształcie rozety i klejnot zawieszony na szyi Jezusa. Niebawem na szyi Maryi widnieje również serduszko. Od dołu Obraz zasłonięty zostaje ekranem z wotami, pojawiają się szlachetne kamienie w oprawach zdobionych perłami. Znajdują się tam również inne wota: duży równoramienny krzyż i łańcuchy. Na złoceniach malowidła (mankiety oraz galony) zostają umieszczone klejnoty. W XVII wieku na szatach Matki Najświętszej pojawiają się gwiazdy przybite srebrnymi gwoździami.

 

W połowie XVII wieku ojcowie paulini podjęli decyzję, by z drogocennych wotów wykonać tzw. sukienki wotywne. Dzięki nim można było umieścić ofiarowane Madonnie dary w bezpośredniej bliskości Jej Obrazu. Brat zakonny Klemens Tomaszewski, będący hafciarzem jasnogórskim, zaczął prace nad dwiema sukienkami dla Pani Jasnogórskiej: diamentową i rubinową. Pierwszą z nich zawieszono na Obrazie 8 września 1650 roku, gdy poświęcano hebanowy ołtarz fundacji Jana Zamoyskiego. Te dwie najstarsze sukienki, kilkakrotnie przerabiane (nie były trwałe i ulegały zniszczeniu), zbierają niebawem klejnoty z władysławowskich koron. Właśnie na drugiej z nich znalazły się prawie wszystkie ozdoby. Sukienki pozwoliły znowu umieszczać wota ofiarowywane Jasnogórskiej Królowej bezpośrednio przy Cudownym Wizerunku. Na sukience rubinowej znalazły się miecze z przedstawieniem Matki Bożej Bolesnej (umieszczone na sercu Dzieciątka), chrystogram, klejnoty zdobiące kiedyś diadem korony, a także przedstawienia narzędzi męki Pańskiej.

 

Otwierany 10 razy Źródło: stacja7.pl
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła