Duszpasterstwo   
Św. Monika
Dodano dnia 27.08.2019 07:52
Nie od razu Kraków zbudowano, a i święci Pańscy - owe budowle duchowe wzniesione ręką Boską - nie biorą się znikąd. Niejedna nawrócona dusza zawdzięcza łaskę Wiary ofiarnym modlitwom bliskiej osoby, a każdy niemal umysł wybitny miał w młodości mistrza, który wprowadzał go w arkana nauki i umiejętności. Taką osobą była dla swego syna - wielkiego Augustyna z Hippony - święta matka, Monika. Jej niezliczone westchnienia szturmowały Niebo przez lata, unoszonymi przed tron Boży potokami matczynych łez. Pan Bóg zaś, który użalił się płacząc nad rodziną zmarłego Łazarza, okazał nie mniejsze miłosierdzie pobożnej Monice - wskrzeszając jej syna z duchowej śmierci grzesznego życia.


We wspaniałym dziele Wyznania (Confessiones), które pociągnęło do Boga ogromną zapewne liczbę dusz, odnajdujemy częste wspomnienia świętej Moniki, której Augustyn był dozgonnie wdzięczny, zdając sobie sprawę, iż bez jej modlitw mógłby pomrzeć marnie w swoich grzechach. Ta wywodząca się z afrykańskiej Tagasty niewiasta stała się z woli rodziców żoną poganina, który nie tylko okazał się złym mężem, skłonnym do popędliwości, ale także przeciwnym ochrzczeniu i wychowaniu po chrześcijańsku ich dzieci.


Szczerze miłując Boga i Jego Kościół, chrześcijanka była w niemałej rozterce pomiędzy obowiązkami stanu małżeńskiego a wiernością przyrzeczeniom chrztu świętego. O dylemacie tym wspomina Augustyn: „Matka ze wszystkich sił starała się, abyś Ty, Boże mój, raczej niż on był moim ojcem. Pomagałeś jej w tym i sprawiłeś, że jej wpływ przeważył wpływ męża, któremu zresztą, będąc od niego lepsza, okazywała posłuszeństwo, aby przez to być posłuszną Tobie. Ty bowiem każesz tak postępować". W ten sposób zarówno wobec Boga, jak i człowieka zachowała ona złotą zasadę sprawiedliwości - suum cuique, choć kosztowało ją to cierpienie nieznane zwykłym śmiertelnikom.


Pokonując opór męża od dziecka wpajała dzieciom umiłowanie Chrystusowej religii. „Na szczęście już jako mały chłopiec - wspomina Augustyn - dowiedziałem się o życiu wiecznym obiecanym nam przez naszego Pana, który pokornie zstąpił do nas, grzeszników pełnych pychy. Od samego urodzenia żegnano mnie znakiem Jego krzyża i kosztowałem Jego soli. Bo matka moja gorąco w Ciebie wierzyła". W końcu jej modlitwy wyjednały łaskę również dla męża, który pod koniec życia stał się katechumenem, na łożu śmierci zaś przyjął niezbywalne znamię chrześcijanina, z którym stanął na sądzie Chrystusa Pana.

 

Było to w roku 371, a owdowiała Monika miała trzydzieści dziewięć lat. Niedługo trwała pociecha z nawrócenia męża, gdyż okazało się, że ich najstarszy syn wstępuje w ślady ojca i powtarza wszystkie błędy, jakie może popełnić człowiek żyjący w wirze światowego życia, z dala od bezpiecznej przystani Serca Bożego promieniejącego łaską. Jeździł on po świecie, oddając się rozrywkom, wikłając w sektę manichejską i żył przez dłuższy czas w konkubinacie, którego owocem było nieślubne dziecko.

Święta matka, nie zważając na opinie ludzkie i wszelkie względy, a świadoma - jako chrześcijanka - iż jej syn podąża w zawrotnym tempie szeroką drogą wiodącą na zatracenie, porzuciła swój dom w prowincji Afryka i wyruszyła za Augustynem do Rzymu i Mediolanu, gdzie ścigała go modlitwą i upomnieniem. Prowadziła ją niewzruszona wiara w miłosierdzie Boże, którego wysłanniczką się czuła. Święty Augustyn wspomina, iż podczas jej podróży wybuchł sztorm na morzu i to ona pocieszała całą załogę, iż dopłyną szczęśliwie do brzegu, pokładając niezłomną nadzieję w Bogu.


W Mediolanie czekała ją niemała pociecha, Augustyn bowiem pod wpływem porywających kazań biskupa Ambrożego odwrócił się już od błędów manichejskich, choć nie przyjął jeszcze światła prawdziwej wiary. Pokochała ona całym sercem świętego pasterza, który wywiódł z mroków herezji jej syna. Wtedy już Monika była pewna, iż misja nadana jej od Boga zostanie wypełniona pomyślnie i powiedziała o tym Augustynowi. Tak też się stało, syn marnotrawny powrócił do łask Ojca niebieskiego, a jego matka ziemska mogła spokojnie pożegnać się ze światem, na którym znalazła obfitość cierpienia zasługującego na nagrodę wieczną.


„W swoim czystym sercu, pełnym wiary w Ciebie, bardziej cierpiała rodząc mnie ku wiecznemu zbawieniu niż niegdyś rodząc cieleśnie" - wspomina Augustyn. Widząc gorliwość, do jakiej od razu doszedł jej świeżo nawrócony pierworodny syn, nie pragnęła już nic więcej na tym padole łez. Tak brzmiały jej ostatnie słowa wypowiedziane do późniejszego biskupa Hippony: „Synu, mnie już nic nie cieszy w tym życiu. Niczego już się po nim nie spodziewam, więc nie wiem, co ja tu jeszcze robię i po co tu jestem. Jedno było tylko życzenie, dla którego chciałam trochę dłużej pozostać na tym świecie: aby przed śmiercią ujrzeć ciebie chrześcijaninem katolikiem. Obdarzył mnie Bóg ponad moje życzenie, bo widzę, jak wzgardziwszy szczęściem doczesnym, stałeś się Jego sługą. Co ja tu robię jeszcze?".


Wyruszyła w drogę do domu, jednak nie wkroczywszy jeszcze na statek, zachorowała na febrę ,gdy przebywała akurat w Ostii. Był to ostatni ból, jaki zniosła przed przeniesieniem się do szczęśliwej wieczności. Zmarła Roku Pańskiego 387 i została pochowana w jednym z miejscowych kościołów, potem zaś jej doczesne szczątki przeniesiono do Francji, następnie do Rzymu, gdzie spoczywają do dziś w kościele pod wezwaniem świętego Augustyna. Święta Monika została możną u Boga patronką kobiet rozmaitego stanu i w rozmaitych rodzinnych potrzebach, a więc matek, wdów, kobiet proszących o nawrócenie męża albo syna oraz żon cierpiących z powodu nieszczęśliwego małżeństwa i nałogów swoich mężów.

 

 

Kościół wspomina św. Monikę 27 sierpnia

 

Otwierany 33 razy Źródło: PCh24.pl
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła