Codziennik   
Echo Ewangelii
Dodano dnia 20.02.2020 20:50

Piątek, 21 lutego 2020 roku
Marek 8,34-9,1




Jezus przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi". Mówił także do nich: "Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy".

 


"Zaprzeć się", to przyjąć, zgodzić się na to, że nasze życie nie będzie przebiegało według naszych upodobań, pomysłów, że nie będzie realizacją marzeń i wypełnianiem celów, jakie sobie usiłujemy nakreślać. To przyjąć krzyż, jaki daje Jezus, nie tłumacząc nam, dlaczego on jest taki, a nie inny, dlaczego w tym czasie, a nie trochę później. Jezus wprowadza nas w "noc ciemną", na którą nigdy nie jesteśmy przygotowani. Nigdy, bowiem nie jesteśmy przygotowani na straty, na oddanie kogoś lub czegoś, bez czego nie wyobrażamy sobie życia. "Zaprzeć się", to zgodzić się być pozbawionym tego, co miłe, dobre, kochane i czyste. Bóg chce inaczej, to znaczy lepiej dla mnie. On wie, co będzie lepsze, a ja nie jestem w tych sprawach zupełnie zorientowany. 

Gdy przychodzi czas "zaparcia się", "nocy ciemnej" ? zaczynamy uczyć się Jezusa Chrystusa, jakiego dotąd nie poznaliśmy. Jego droga zanim stanie się jasną, jest ciemną, zanim będzie miła, doświadczymy jej odrażającego widoku. Istnieje potrzeba "zaparcia się siebie", żeby nie odrzucić Chrystusa. Pójście za Nim jest traceniem życia, przyzwoleniem na oddawanie tego, co jest centrum zainteresowania świata: piękno, miłość do ludzi, zrozumienie, bycie atrakcyjnym, lubianym, szanowanym. Tracimy "wszystko", aby więcej otrzymać.

Jesteśmy przy Chrystusie nie rozumiejąc Jego nawet w małym procencie. Niesiemy, dlaczego robi to, co robi, co w naszym rozumieniu jest niepotrzebne, a nawet absurdalne. Przychodzi czas buntu, gniewu, kontestacji, sprzeciwu. Gdy przychodzi czas "zaparcia się siebie", samych siebie nie poznajemy. Odkrywamy siebie jako tych, którzy już nie wiedzą czy wierzą, czy też nie wierzą, kochają czy nie kochają, czy ich modlitwa ma sens, czy jest jedynie czczą gadaniną. W bólu doświadczeń poznajemy Boga i siebie. Jego ukrzyżowanie staje się naszym udziałem. To, w czym upatrywaliśmy własną wartość, znaczenie i wielkość, okazało się pomyłką, głupotą, dążeniem za iluzją.

Nasza wiara dojrzewa w taki sposób, że sami, z własnej woli nigdy byśmy tej drogi i tych metod nie wybrali. Najważniejsza w tym wszystkim jest obecność Jezusa. Bez Jego miłości można dojść do obłędu, rozpaczy, pomieszania zmysłów. Jedynie patrząc na Niego i słuchając Jego słowa, można zgodzić się chodzić "po omacku", często błądząc, potykając się i upadając. To wszystko jest "uprawnione" na drodze wiary.

 

Otwierany 29193 razy Źródło: evangeli.ne


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła