Śladami błogosławieństw - Tam gdzie ziemia dotyka nieba - cz.XII
Dodano dnia 07.02.2018 11:04
Błogosławieństwa i przekleństwa proklamowane na górze Garizim i Ebal nie pozostały martwą literą w dziejach narodu wybranego. Najczęściej zdarzało się tak, że Izrael zaprzestawał przestrzegania Prawa, a wtedy spadały nań liczne nieszczęścia, wojny i niewole, łącznie z uprowadzeniem do obcej ziemi (por. Ne 9,26-37). Znacznie mniej było w jego dziejach takich okresów, gdy Przymierze było starannie przestrzegane, a cały naród doświadczał dobrodziejstw Bożych błogosławieństw.

 

Na szczególną uwagę zasługuje okres panowania króla Salomona przypadający na X wiek pne. I choć nie zachowało się wiele pozostałości z tego okresu, tym bardziej warto uważniej przyjrzeć się miejscom, które wpisały się w legendę złotej epoki, gdy rządy nad Izraelem sprawował ów wielki władca, obdarzony przez Pana tak niezwykłą mądrością.

 

Rajska epoka
Najważniejszą budowlą z epoki Salomona, której pozostałości możemy do dziś podziwiać, jest, oczywiście, świątynia jerozolimska. Tym, którym szczególnie zależy na poznaniu jej dziejów i którzy po odwiedzeniu Ściany Płaczu (tj. zachodniego muru) oraz wzgórza świątynnego ze Złotą Kopułą czują pewien niedosyt, można śmiało polecić zwiedzenie parku archeologicznego rozciągającego się tuż pod bramą Gnojną. Chodząc pomiędzy ogromnymi kamieniami resztek starożytnych konstrukcji będą mogli zdać sobie sprawę z tego, jak wielkim wysiłkiem musiało być wtedy wzniesienie równie imponującego Przybytku. Porównania z ateńskim Akropolem czy też rzymskim Forum Romanum nie są tu bynajmniej przesadzone... Innym ciekawym miejscem jest także wykopana pod dzisiejszą bramą Heroda i zadziwiająca swą wielkością, grota Sedecjasza, skąd prawdopodobnie brano budulec na wznoszenie murów, krużganków i ścian świątyni. W niej to właśnie miał się chronić ostatni król Judy, Sedecjasz, w czasie babilońskiego oblężenia Jerozolimy przez w 587 roku pne.

 

Oprócz świątyni Salomon wzniósł dla siebie wspaniały pałac w Jerozolimie, a także wiele twierdz, spichlerzy, stajni, zbiorników na wodę i innych obiektów ówczesnej „infrastruktury" (por. 1Krl 5,1-8 i 9,10-24). Coraz więcej pozostałości takich budowli pochodzących z epoki królewskiej - przypuszczalnie zainicjowanych w czasach Salomona - daje się dziś odsłonić i udostępnić do zwiedzania dzięki postępującym w szybkim tempie niemal wszędzie w Izraelu pracom archeologicznym.

 

Był to niewątpliwie wielki cywilizator, o którym bez przesady można powiedzieć, iż zastał kraj drewniany, gliniany i siermiężny, a w ciągu czterdziestu lat swych rządów (970 - 930 pne) wprowadził go na elitarne wyżyny ówczesnego świata. Legenda o bogactwie, jakie spłynęło wtedy na ziemię Izraela i poziomie życia jego mieszkańców została utrwalona na kartach Biblii tak sugestywnie, że wydaje się niemal opisywać powrót do raju utraconego:

 

Waga złota, które co rok dostarczano Salomonowi, wynosiła sześćset sześćdziesiąt sześć talentów złota. Srebra zaś król złożył w Jerozolimie tyle, ile kamieni, a cedrów - ile sykomor na Szefeli. (1Krl 10,14.27)

 

Przez wszystkie dni Salomona Juda i Izrael mieszkali bezpiecznie, każdy pod swoją winoroślą i pod swoim drzewem figowym, od Dan do Beer-Szeby. [...] Juda oraz Izrael byli liczni jak piasek nadmorski. Jedli, pili i weselili się. (1Krl 5,5 i 4,20)

 

Skąd wzięły się bogactwa Salomona?
W jaki jednak sposób Salomon osiągnął tak wielki sukces? Czy miał po prostu więcej szczęścia i talentu od innych, bo Pan Bóg mu błogosławił? Czy też może odkrył jakiś nowy sposób sprawowania rządów, jakąś „innowacyjną" metodę postępowania, jakieś nowe podejście do powierzonych mu zadań? Przyjrzyjmy się uważnie stylowi jego panowania.

 

Po pierwsze Salomon nie naśladował władców, którzy bogactwa dla swojego kraju potrafili zdobywać niemal wyłącznie na wojnach. Nie inaczej postępował jeszcze jego ojciec, jak świadczy o tym taki oto zapis w biblijnej księdze:

 

Na początku roku, gdy królowie zwykli wychodzić na wojnę, Dawid wyprawił Joaba i swoje sługi wraz z całym Izraelem. Spustoszyli oni [ziemię] Ammonitów i oblegali Rabba. (2Sm 11,1)

 

Nie na darmo jego imię Szlomo nawiązuje do pokoju (hebr. szalom), starał się bowiem ułożyć pokojowe stosunki ze wszystkimi sąsiadami. Osiągał to głównie poprzez korzystne dla wszystkich umowy handlowe, które spowodowały ożywioną wymianę gospodarczą. Konflikt z Egiptem rozwiązał w ten sposób, że pojął za żonę córkę faraona, która wniosła mu w wianie sporne terytoria (por. 1Krl 9,16-18). Natomiast fenickiego władcę Tyru, króla Hirama, wciągnął nie tylko do budowy świątyni, jako dostawcę libańskich cedrów (por. 1Krl 5,22-24), ale także do nowatorskiej współpracy w budowie floty handlowej i portu na morzu Czerwonym. Zaoferował mu swoje własne terytorium, jako konkurencyjny wobec Egiptu szlak tranzytowy w newralgicznym punkcie wielkiej starożytnej morskiej drogi handlowej wiodącej od Indii do Tarszisz (portu na południowym wschodzie półwyspu Iberyjskiego). Nic dziwnego, że wkrótce ziemia Izraela zaroiła się od kupców przewożących przez nią zamorskie towary, zaś pobierane od nich myto (por. 1Krl 10,15) musiało ogromnie podnieść dochody niewielkiego państwa żyjącego głównie z hodowli bydła i płodów ziemi. Były to bogactwa niewyobrażalne jak na przyzwyczajenia skromnie żyjących dotąd Hebrajczyków.

 

Po drugie Salomon mistrzowsko wykorzystał atut mądrych ustaw Prawa mojżeszowego wprowadzających ład i stabilność w życie społeczne narodu wybranego, a także swoje własne umiejętności w ferowaniu sprawiedliwych wyroków (por 1Krl 3,28). Jego siłą był autorytet oparty na doskonałym rozumieniu pouczeń Tory i umiejętności ich praktycznego stosowania dla dobra swych poddanych, a nie brutalna przemoc. Dla kupców przemierzających terytorium jego państwa był zapewne najlepszym gwarantem, że tu mogą liczyć na wagi sprawiedliwe, odważniki sprawiedliwe, sprawiedliwą efę, sprawiedliwy hin (Kpł 19,36). Za ich sprawą rozchodziła się potem fama o nieprzeciętnej mądrości i przenikliwości króla, który nie władał przecież budzącym strach mocarstwem. Pozyskany w ten sposób prestiż osobisty sprawiał, iż władcy ościennych krajów liczyli się z nim coraz bardziej i nie omieszkali składać mu kurtuazyjnych wizyt, w trakcie których chętnie zasięgali jego opinii (por. 1Krl 5,14). Najbardziej spektakularną z nich był bez wątpienia przyjazd królowej z dalekiej Saby, położonej przypuszczalnie w dzisiejszej Etiopii (por. 1Krl 10,1-13). W ten sposób Salomon nie tylko zawierał lukratywne umowy, ale także rozszerzał w swoim bliższym i dalszym otoczeniu znajomość Prawa Pańskiego jako źródła wszelkiej mądrości.

 

Tam dokąd płynęło złoto Ofiru
Południowy szlak handlowy wiódł w czasach Salomona od Jerozolimy wzdłuż zachodnich brzegów morza Martwego do portu Esjon-Geber koło Elat nad brzegiem Morza Czerwonego w kraju Edomu (1Krl 9,26). Choć nie ma absolutnej pewności co do tego, gdzie znajdowały się te miejscowości trzydzieści wieków temu, współczesna archeologia daje nam w tej kwestii wyraźnie wskazówki.

 

Kontynuacją biblijnego Elatu, znanego także w starożytności jako Aila i Aelena, jest najprawdopodobniej jordański port Akaba. W ciągu XX wieku na obszarze tego miasta, obecnie wypromowanego jako nowoczesny nadmorski kurort, odsłonięto wiele różnego rodzaju pozostałości murów, bram i budynków pochodzących z dalszych i bliższych epok historycznych. Na szczególną uwagę zasługuje kościół bizantyjski z IVgo wieku, jeden z najstarszych znanych nam chrześcijańskich miejsc kultu.

 

Jeśli chodzi natomiast o Esjon-Geber, rozważa się kilka hipotez. Najprawdopodobniejszą z nich jest usytuowanie portu Salomona na niewielkiej wyspie Faraona (arab. Geziret Faraun) zwanej także Koralową. Jest ona położona pośrodku malowniczej zatoki w pobliżu egipskiej miejscowości Taba, zaledwie o parę kilometrów od obecnej granicy z Izraelem. Muł spływający z pobliskiego ueddu (suchego strumienia, który zapełnia się wodą tylko w trakcie rzadkich rzęsistych ulew) utworzył coś w rodzaju naturalnego falochronu, który uczynił z wyspy bezpieczną przystań. Port założyli tam jeszcze Egipcjanie, zaś Salomon go po prostu przejął jako część wiana swej żony, córki faraona. Jego istnienie w okresie od XII do X wieku pne. potwierdziły prace archeologiczne dokonane w trakcie izraelskiej okupacji półwyspu synajskiego. W XII wieku krzyżowcy znów docenili strategiczne znaczenie wysepki. Ponownie urządzili na niej przystań i wznieśli zamek, aby w ten sposób kontrolować ruchy muzułmańskiej floty oraz pobierać myto od kupców i pielgrzymów przemierzających szlak z Egiptu do Mekki. Potem miejsce to zajął muzułmański władca Saladyn i ufortyfikował jeszcze bardziej. Od XVI wieku twierdza powoli popadała w ruinę, dopóki znów nie odzyskała dawnego znaczenia strategicznego.

 

Dziś jest już wprawdzie pieczołowicie odrestaurowana, ale zwiedzać jej, niestety, nie można, bo zajmuje ją armia egipska. Wyspę można jedynie opłynąć łodzią podwodną ze szklanym dnem, aby podziwiać ukrytą tuż pod powierzchnią otaczających ją wód bajeczną rafę koralową. Płetwonurkom pozwala się tylko dopłynąć do wyspy - bez możliwości wejścia do fortecy. W obu wariantach przyjemność oglądania rafy nie jest, niestety, tania. Ongiś Salomon przywoził tu złoto z dalekiego Ofiru, ale i dziś wyspa daje zarobić krocie dzięki swym podmorskim atrakcjom oraz niezwykle urokliwemu położeniu. Widok na średniowieczny zamek otoczony nieskazitelnym błękitem spokojnych wód zapada głęboko w pamięć i wyobraźnię każdego przybysza.

 

Królewskie kopalnie
Nieco dalej na północ, już na terenie Izraela, w dolinie Timny rozciągają się pustynne tereny, na których w starożytności eksploatowano miedź i mangan. Zwane są kopalniami króla Salomona, mimo że dziś dobrze wiadomo, że założyli je Egipcjanie. Pozyskane tam rudy metali najprawdopodobniej transportowali na wyspę Faraona, a następnie przewozili statkami do Egiptu. Salomon wszedł w ich posiadanie w identyczny sposób jak w przypadku Esjon-Geber - poprzez wiano. Z pewnością był to bardzo cenny nabytek wzmacniający w istotny sposób potencjał gospodarczy jego królestwa, w dodatku położony tuż obok szlaku handlowego wiodącego z Jerozolimy nad morze Czerwone.

 

Do Timny najłatwiej jest dotrzeć z założonego dopiero w latach 50tych XX wieku miasta o nazwie Ejlat odziedziczonej po biblijnej imienniczce. Ten prężny port, wciśnięty pomiędzy Akabę i Tabę, zapewnia Izraelowi bezpośredni dostęp do wschodniej Afryki i południowej Azji; odgrywa zatem w gospodarce żydowskiego państwa nie mniejszą rolę niż Esjon-Geber w czasach Salomona. A ponieważ jest także nadmorskim kurortem, w którym roi się od turystów, plażowiczów oraz obsługujących ich biur turystycznych, można w nim bez problemu wynająć samochód terenowy z kierowcą. Jest to zdecydowanie najlepszy sposób na odwiedziny wspomnianych starożytnych kopalni, bez wątpienia jedynych w swoim rodzaju.

 

Najpierw zachwycają nas w Timnie zaskakujące formacje skalne: wielkie grzyby, łuki i słupy rozsiane po ogromnym terenie parku narodowego. Powstały one w wyniku wymywania podłoża przez gwałtowne deszcze padające tu jedynie raz na pięć lat. Wtedy przez parę dni okoliczną pustynię zalewa istny potop, przed którym nie ma ratunku. Potem zaczynamy zwracać uwagę na ślady człowieka sprzed sześciu tysięcy lat w postaci niezmiernie cennych i rzadkich rysunków skalnych. Wreszcie dostrzegamy także pozostałości po egipskich właścicielach kopalni: znaki faraonów przy wejściach do prymitywnych szybów opatrzone groźbami dla tych, którzy ośmielą się cokolwiek tu wydobywać bez ich zgody, wykute w skałach „kapliczki" egipskich bóstw, do których modlili się miejscowi górnicy i na końcu jezioro do płukania wydobytej rudy.

 

Cofnięci w czasie o kilkadziesiąt wieków wchodzimy w kontekst biblijnego poematu, który w taki oto sposób opisuje ciężką, żmudną i niebezpieczną pracę w ówczesnych kopalniach:

 

Istnieje kopalnia srebra i miejsce, gdzie płuczą złoto.
Dobywa się z ziemi żelazo, kamienie na miedź przetapiają.
Kres się kładzie ciemności, przeszukuje się wszystko dokładnie: kamień, i mroki, i zmierzch.
Na odludziu kopią chodniki, hen tam, gdzie noga się gubi, zawieszeni kołyszą się samotni.
Ziemię, skąd chleb pochodzi, od dna pustoszą jak ogniem,
bo kamień i szafir zawiera z ziarnkami złota zmieszany. [...]
By wyciągnąć ręce po krzemień, do gruntu przewraca się góry,
w skale się kuje chodniki, a oko otwarte na wszelką kosztowność;
tamuje się źródła rzek, by skarby wydobyć na powierzchnię
.
(Hi 28,1-5.8-11)

 

Zaraz potem biblijny Mędrzec przechodzi do nieoczekiwanej refleksji:

 

A skąd pochodzi mądrość i gdzie jest siedziba wiedzy?
Człowiek nie zna tam drogi, nie ma jej w ziemi żyjących.
Otchłań mówi: Nie we mnie. Nie u mnie - tak morze dowodzi. [...]
Droga tam Bogu wiadoma, On tylko zna jej siedzibę.

(Hi 28,12-14.23)

 

Pośrodku kopalń króla Salomona stajemy oko w oko wobec tajemnicy, skąd i w jaki sposób ów najmędrszy ze wszystkich władców ziemi czerpał swą mądrość. Domyślamy się, że musiała to być równie ciężka praca, co wyrywanie pustynnym podziemiom cennych metali, i że bez pomocy Boga nikt nie byłby w stanie jej zdobyć... Równocześnie zadajemy sobie także inne istotne pytanie: jak to się stało, że pod koniec życia Salomon ją utracił, a po jego śmierci opływające w dobrobyt królestwo pogrążyło się w zamętach wojny domowej i utraciło bezpowrotnie całą swą świetność (por. 1Krl 11 - 12)?

 

Fundamenty mądrości
Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że przyczyną załamania społecznego w końcówce rządów Salomona były monstrualne podatki. To na nie żalili się właśnie Izraelici jego następcy, Roboamowi (por. 1Krl 12,4). Okazało się, że nawet wysokie dochody z pobieranego od kupców myta i jeszcze wyższe zyski z handlu międzynarodowego nie były w stanie wyrównać rosnących w lawinowym tempie królewskich wydatków. Owszem, budowa świątyni i inwestycje infrastrukturalne kosztowały zapewne bardzo wiele, ale były przynajmniej w pełni uzasadnione. Problemem okazało się być zbytnie zamiłowanie króla do luksusu i chęć dogodzenia dziesiątkom żon (por. 1Krl 11,1-8). Marząc o dorównaniu splendorem władcom największych ówczesnych mocarstw, najwyraźniej przecenił swoje możliwości finansowe. Brakujące środki pozyskiwał zatem z wyciskania ze swych poddanych coraz dotkliwszych dla nich danin. To z kolei doprowadziło do buntu i secesji dziesięciu pokoleń Izraela zamieszkującego północno-środkowe obszary kraju.

 

Z kolei Pismo mówi nam, że Bóg rozgniewał się na Salomona, ponieważ brał udział w kulcie bóstw swych cudzoziemskich żon (por. 1Krl 11,9-13). W pierwszym odruchu spoglądamy zapewne na takie wyjaśnienie jak na nieco naiwną ilustrację przysłowia: Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Nie sposób jednak nie zauważyć, że podobne praktyki musiały z czasem potężnie zachwiać hierarchią wartości starzejącego się króla. Owe bóstwa mówiły mu nieustannie, że w życiu liczy się przede wszystkim potęga, złoto, rozgłos, płodzenie dzieci i przyjemności. Ale nic mu nie miały do powiedzenia w kwestii zapewnienia jego poddanym sprawiedliwości, o co prosił przecież Boga w chwili, gdy obejmował władzę nad Izraelem (por. 1Krl 3,5-9).

 

Mądrość została mu zabrana, bo przestał być ubogi duchem, i nie czuł się już żebrakiem przed Bogiem; w swoim mniemaniu stał się bogaty i samowystarczalny. Przestał słuchać swego sumienia i nie był już w stanie płakać nad swymi grzechami. Przestał w pokorze i ciszy serca realistycznie oceniać swe możliwości, bo stał się pyszny i zazdrosny o swą władzę. A nade wszystko, utracił swe łaknienie i pragnienie sprawiedliwości, które dało mu wszelkie inne bogactwa i sukcesy, o które początkowo nie zabiegał.

 

W wyniku tego przestał być miłosierny dla swych poddanych, a ci rewanżowali mu się pięknym za nadobne. Przestał widzieć Boga w swym życiu, bo jego serce skaził kontakt z obcymi bóstwami. Wbrew imieniu, które nosił, przestał być także człowiekiem pokoju. Zatracił wszelką zdolność do ponoszenia ofiar i wyrzeczeń dla utrzymania sprawiedliwości w swym królestwie, odkąd nie mógł znieść choćby najmniejszego uszczerbku na luksusie.

 

Dochodzimy w ten sposób do nieoczekiwanej konkluzji: fundament mądrości Salomona stanowiły Błogosławieństwa, które Jezus objawił nam w swym wiekopomnym Kazaniu na Górze. Okazuje się, że aby zyskać Bożą przychylność nie wystarczy po prostu opowiedzieć się za przykazaniami i ich gorliwie przestrzegać, bo młodzieńcze ideały, choćby najżarliwsze, nie wytrzymują próby czasu. Potrzebna jest trwała dyspozycja serca, do której nikt sam z siebie nie jest zdolny, nawet tak obdarowany mąż Boży, jakim był niewątpliwie Salomon.

Na górze Błogosławieństw
Przenieśmy się zatem raz jeszcze w okolice Kafarnaum, na górę, z której, według relacji hiszpańskiej pątniczki z IVgo wieku, Egerii, Jezus wygłosił do tłumów na początku swej misji owe zastanawiające nas po dziś dzień Błogosławieństwa. Dopiero w XX wieku udało się zlokalizować niewielką grotę, w której znajdowała się kiedyś upamiętniająca miejsce Kazania bizantyjska kapliczka z mozaikami. Dokładnie na jej miejscu franciszkanie wybudowali w 1938 roku nową ośmiokątna kaplicę nawiązującą stylem do starożytnej poprzedniczki.

 

Wiedzie ku niej dobra asfaltowa droga, zatem jest tam na ogół tłoczno od pielgrzymów. Z góry roztacza się wspaniała panorama na jezioro Genezaret, zaś w dole zaskakują nas niepochodzące bynajmniej z czasów biblijnych plantacje... bananów. Warto także przejść się po pięknym ogrodzie, który uświadamia nam, że serce ukształtowane na fundamencie chrystusowych Błogosławieństw staje się nowym Edenem, po którym przechadza się sam Bóg w powiewie swego Ducha (por. Rdz 3,9). Wydaje się niewiarygodne, że w czasach Jezusa było to odosobnione, wręcz pustynne miejsce. Jeśli dziś tak bardzo rozkwitło, to przecież za przyczyną ludzi modlitwy, którzy postanowili przywrócić o nim pamięć. Dzięki nim na naszych oczach ziszcza się proroctwo: Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! (Iz 35,1)

 

Miejsca cudownych rozmnożeń i połowów
Na południowym stoku góry Błogosławieństw trzy kilometry od Kafarnaum w pobliżu brzegu jeziora Galilejskiego znajduje się niewielka wioska Tabgha. Jej nazwa to zarabizowane greckie Heptapegon, czyli Siedem Źródeł. Tam właśnie, według relacji Egerii, miały się znajdować już w IV wieku miejsca kultu związane z opisanymi w Ewangelii cudami rozmnożenia chleba oraz połowu ryb.

Miejsce, gdzie Jezus ukazał się Apostołom po swoim zmartwychwstaniu i skąd polecił im zarzucić sieć po prawej stronie łodzi, tak że złowili aż 153 ryby (tyle ile różnych gatunków występuje w jeziorze Genezaret), było od zawsze dobrze znane. Tam bowiem, na skale gdzie Jezus miał smażyć chleb i rybę, by podać je następnie uczniom do zjedzenia (por. J 21,1-14), wzniesiono w czasach bizantyjskich kapliczkę, którą potem krzyżowcy dodatkowo ufortyfikowali. Na jej ruinach franciszkanie wznieśli w 1933 roku nową kaplicę Prymatu Piotra przypominającą, że to tu właśnie Jezus zadał swemu pierwszemu Zastępcy potrójne pytanie: Czy mnie kochasz?, po których trzykrotnie mu nakazał paść swe baranki (por. J 21,15-19). Jest to tuż na brzegiem jeziora, obok usianej drobnymi kamykami plaży.

 

Pozostałości bizantyjskiej bazyliki na miejscu cudu rozmnożenia pięciu chlebów i dwóch ryb odkryto dopiero w latach 30tych XX wieku. Najcenniejszym znaleziskiem okazały się być wczesnochrześcijańskie mozaiki; najbardziej znana z nich przedstawia kosz z chlebem i dwie ryby. Można je podziwiać w nowo wybudowanej w latach 80tych XX wieku bazylice będącej próbą rekonstrukcji świątyni stojącej dokładnie na tym miejscu między V a VII wiekiem. Wznosi się ona nieco dalej od brzegu, zaledwie 300 metrów od kaplicy Prymatu.

 

Bliskość obu miejsc sprawia, że zaczynamy rozumieć, co właściwie zapowiadały oba cuda: eucharystyczny chleb z nieba, zdolny dać wszelką rozkosz i wszelki smak zaspokoić (Mdr 16,20) przeznaczony dla powołanych, wybranych i wiernych (Ap 17,14) z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków (Ap 7,9) złowionych w apostolską sieć. Pokarm tych, których wnętrza Pan kształtuje od chwili chrztu ku pełni szczęścia i doskonałości na niewzruszonej opoce swych błogosławieństw.

 

Słuchające i słyszące serce
Historia króla Salomona oraz biblijne szlaki, które przemierzyliśmy po to, aby ją zrozumieć, zachęcają nas do szukania naszego szczęścia i pomyślności w czymś trwalszym, niż naturalne marzenia, pragnienia i lęki obezwładniające nas swą natarczywością. Nasze spełnienie jest bowiem w mądrości, którą Bóg chce nam dawać - niczym w podziemiach kopalni - w najgłębszych pokładach naszego jestestwa. Nie na darmo biblijni Mędrcy zaświadczają:

 

Modliłem się i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. (Mdr 7,7)

 

Szukałem jawnie mądrości w modlitwie. [...] Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem. (Syr 51,13b.16a)

 

Wbrew temu, co możemy przeczytać w większości współczesnych przekładów, Salomon na początku swego panowania nie prosił bynajmniej o „serce pełne rozsądku", czy też „rozumne serce", ale o słuchające serce (hebr. lev szomea). O wnętrze zdolne usłyszeć głos Boży i wypełniające tym samym wezwanie: Szema Jisrael - Słuchaj, Izraelu! (Pwt 6,4). Bowiem to od słuchających i słyszących głos Boży serc - takich, które wypływają na duchowe głębie chrystusowych błogosławieństw - zależy pomyślność jednostek, rodzin, wspólnot, narodów i całej ludzkości.

 

Dlatego każdy, kto usłyszy dzisiaj głos Jego i nie zatwardzi swego serca (por. Ps 95,7b-8a), też może otrzymać mądrość Salomona.

.

Jacek Święcki


Otwierany 331 razy Źródło: katolik.pl Autor: Jacek Święcki
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła