Niedzielne kazanie   
XIV Niedziela Zwykła – rok B 5 lipca 2015 r.
Dodano dnia 04.07.2015 21:56
Ez 2,2-5; 2 Kor 12,7-10; Mk 6,1-6
______________________________________

Wystarczy ci mojej łaski...


Bracia i siostry, człowiek, który zna samego siebie, dobrze rozumie Pawłowe słowa o "ościeniu dla ciała". Ościeniem tym są ciemne strony naszej duszy, te miejsca w życiu duchowym i w pracy nad charakterem, w których dotykamy granic: nie potrafimy się zmienić, niczym recydywiści powracamy do tych samych grzechów; nieraz zaczynamy wątpić i w sens sakramentalnej spowiedzi. Dzisiejsza liturgia słowa pozwala nam zatrzymać się nad pytaniem: Czy można chlubić się ze swoich słabości?

Życie duchowe splata się w człowieku ze sferą emocji i uczuć. Wiemy, że owocem dobrej modlitwy bywa pokój serca, radość, nadzieja; innym razem zaś - gdy modlitwa odsłania nasz grzech - niepokój, lęk o siebie, poczucie braku bezpieczeństwa.

Jeden z ojców pustyni, Ewagriusz z Pontu, używał takiego porównania: "Jak spętany człowiek nie może biegać, tak i umysł służący namiętnościom nie jest w stanie dojrzeć miejsca duchowej modlitwy". Porządkowanie własnych uczuć, uczenie się ich rozumienia i odkrywanie mechanizmów, jakimi one się rządzą, jest więc warunkiem rozwoju - i osobowego, i duchowego.

Czy Pan Jezus doświadczał uczuć, które my nazywamy trudnymi czy negatywnymi? Spójrzmy na wydarzenie przywołane w dzisiejszej Ewangelii. W relacji Markowej początek publicznej działalności Pana Jezusa związany jest z powoływaniem uczniów, nauczaniem, dokonywaniem cudów. Wielu w Niego uwierzyło, wielu ludziom Jezus przywrócił zdrowie duszy i ciała. Kiedy po tych wydarzeniach wraz z uczniami przychodzi do miasta Nazaret, kiedy próbuje nauczać w synagodze -spotyka się z powątpiewaniem. "Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi?" - pytają mieszkańcy Nazaretu. Oni byli wierzącymi żydami i oczekiwali przyjścia Mesjasza. Teraz jednak, kiedy Mesjasz stoi przed nimi, nie dają Mu wiary.

Jakie uczucia musiał wtedy przeżywać Jezus-człowiek? Ktoś, kto został posłany przez Boga Ojca, Ktoś, kto tam, w Nazarecie "stał się człowiekiem za sprawą Ducha Świętego"? Jezus nieprzyjęty, odrzucony - co musiał czuć? Żal, smutek, politowanie nad niewiarą ludzi - a może i gniew wobec ich duchowej ślepoty?

Czy Pan Jezus uczucia te wyraził na zewnątrz? Ewangelista zapisuje tylko: "Dziwił się ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał".

Tak zareagował Jezus. A my - jak reagujemy wobec ludzi, którzy winni - naszym zdaniem - okazać nam szacunek i słuchać nas? Z postawy Jezusa emanuje spokój i wewnętrzna wolność. On nie jest niewolnikiem swoich uczuć, nawet jeśli trudno nie przeżywać smutku tam, gdzie ludzie zamykają się na głos Boga. Niedowiarstwo mieszkańców Nazaretu nie pozwala Jezusowi czynić tam cudów, ale ze spokojem idzie On do sąsiednich miejscowości i nie przestaje nauczać.

Bracia i siostry, są trzy duchowe siły, które mogą wpływać na nasze działenie. Są to: Bóg, szatan i... człowiek. Nieporządek w wymiarze uczuć pozwala szatanowi na wakacje: nie musi specjalnie kusić człowieka, bo on sam ma w sobie dość pokus. Wystarczy, że szatan przygląda się skutkom działania pod wpływem mocnych uczuć i namiętności: gniew prowadzi człowieka do nienawiści, zazdrość do smutku i zarzucania Panu Bogu - "nie błogosławisz mi", potrzeba akceptacji - do szukania jej za wszelką cenę, także za cenę grzechu.

Św. Ignacy z Loyoli twierdził, że zły duch zawsze atakuje człowieka od strony najsłabiej umocnionej - zachowuje się on jak dowódca wojska, który zanim przystąpi do zdobywania twierdzy, najpierw znajdzie jej najsłabszy punkt i tam właśnie rozpocznie natarcie.

Czy można jakoś łatać dziury w tym naszym duchowym murze obronnym? Jest kilka sposobów.

Po pierwsze - możemy uświadomić sobie, że nasze uczucia są sygnałami subiektywnymi. Lęk, zazdrość, wrogość, euforia, gniew i każde inne uczucie «jest we mnie», ale «ja sam» nie jestem lękiem, zazdrością, wrogością, euforią czy gniewem. Tam, gdzie reaguję lękiem, niekoniecznie musi być powód do lęku. Jasne jest, że realność zagrożenia w niektórych okolicznościach widać bez potrzeby rozeznania. Ale jest wiele innych sytuacji, które odbieramy jako zagrożenie tylko z powodu naszych lękowych postaw wobec czegoś lub kogoś. Są to w rzeczywisto­ści zagrożenia pozorne. Nabranie dystansu do nich sprawia, iż przestajemy je przeżywać jako źródło lęków. Podobnie dzieje się w przypadku uczuć pozytywnych: "przyjemność" z nich wypływająca nie musi wiązać się z rzeczywistym dobrem; "dobroć" zapowiadana przez pozytywne odczucia może być pozorna i zwodnicza, może prowadzić do grzechu.

Po drugie - nie możemy za swój sposób przeżywania uczuć obwiniać innych. Mówimy nieraz, usprawiedliwiając swoje reakcje: «on» mnie zdenerwo­wał, «on» mnie irytuje. Lepsze poznanie siebie pozwoli nam jednak stwierdzić, że to nie ludzie, problemy czy konflikty budzą nasze uczucia. Sytuacje zewnętrzne jedynie odsłaniają to, co w nas już od dawna istnieje. Niemal wszystkie nasze uczucia, tak pozytywne, jak i negatywne, mają swoje źródło w utrwalonych postawach wewnętrznych, utrwalonych zacho­waniach. One z kolei powstały na skutek takich czynników naszego życia, jak wychowanie, przeżyte doświadczenia, dokonane w życiu wybo­ry, popełnione błędy; «pracowało» na nie całe nasze życie. Aby więc praca nad sobą mogła przynieść owoce, trzeba poznać swoje własne postawy - w języku potocznym określamy je jako główne cnoty i wady. Wielu z nich możemy być nieświadomi.

A co z postawami i wadami, których dzisiaj faktycznie nie potrafimy zmienić? Mówimy: "Nie mogę tej osoby znieść, spontanicznie jej nie lubię"; albo: "Nie mogę rzucić palenia", albo: "Nie mogę się wyzwolić od pornografii". Co wtedy?

Być może, jak mówi św. Paweł, jest to taki "oścień dla ciała", który nam przypomina o naszej grzeszności i o potrzebie przychodzenia do Boga po pomoc i światło. Na pewno też jest on pytaniem o ład w naszych uczuciach, które są wielkim bogactwem, ale tylko w życiu człowieka, który potrafi je "oswoić".

W sytuacjach niepowodzeń i konfliktów winniśmy świadomie rezygnować z obwiniania innych - żony, męża, dziecka, kolegi w pracy po to, aby do­strzec swoją własną reakcję i postawić sobie pytanie: dlaczego tak bardzo mnie to boli? Jeśli czasem nam się to nie powiedzie, jeśli nie zapanujemy nad sobą - to też dobrze - może zrozumiemy wtedy, że i ten człowiek obok nas ma swój "oścień dla ciała", może nie radzi sobie z jakimś swoim uczuciem czy wadą.

Na tej niełatwej drodze zdobywania dystansu do swoich uczuć właśnie do nas Jezus kieruje swoje zapewnienie: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali".

ks. Piotr Ślęczka SDS
Homilia wygłoszona 9 lipca 2006 roku w parafii Matki Bożej Fatimskiej w Lublinie

Otwierany 1641 razy Źródło: katolik.pl Autor: ks. Piotr Ślęczka SDS
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Galeria naszego kościoła