Echo Ewangelii   
Samotność nauczyciela (J 1,35-42)
Dodano dnia 16.01.2012 12:09

Samotność nauczyciela (J 1,35-42)

echoewangeliiZawsze mnie zastanawiało: dlaczego Jezus do grona apostołów nie powołał Jana Chrzciciela? Przecież, po ludzku rzecz biorąc, był to idealny kandydat. Wierny tradycji proroków. Radykalny asceta, ale nie fanatyk, wolny od nałogów, odważny i pokorny zarazem. Nieuwikłany politycznie (co nigdy nie jest łatwe!). Zaprawiony w duchowej walce, z doświadczeniem, jakiego nie mieli inni. Wolny od skandali i jakichkolwiek ludzkich przywiązań. Wydaje się, że inni mogliby być jedynie tłem dla tego giganta ducha.

 Cóż to za paradoks: wypróbowany, z ogromnym doświadczeniem, a mimo to  - pominięty! Czy to wszystko nie ma żadnego znaczenia? Dlaczego Jezus, wybierając kolegium Dwunastu, pominął go? Przecież misja apostołów jest pochodną misji proroków. Co więcej, Jezus pozbawił Jana uczniów. Skazał go na samotność! Odarł jego świat z oczywistego piękna, z tego, co było jego radością. Reszty ogołocenia, nieco później, rękami siepaczy dokonają Herod z Herodiadą.

 

Po ludzku rodzi się jakiś trudny do opisania żal nad Janem Chrzcicielem. Taki człowiek, w dodatku krewny Jezusa, poruszył wiele sumień, bez pretensji oddaje najbliższych sercu uczniów. Nie broni się. Nie wnosi żadnego sprzeciwu! Nie zatrzymuje nikogo! Umniejsza się, by Chrystus mógł wzrastać! Ileż trzeba mieć pokory i wolności, by nie zawłaszczać innych. Dzisiejsza ewangelia ukazuje nam dojrzałe relacje między mistrzem a uczniami. Uczniowie mogą być różni i mogą się różnie zachowywać - takie jest niepisane prawo ucznia, ale nauczyciel musi być dojrzały. Musi być wolny afektywnie, inaczej będzie przytłaczał i zniewalał sobą. Broniąc się przed samotnością i opuszczeniem, wykorzysta zaufanie, amputując im osobowość. Jan Chrzciciel jest wolny i dlatego może dysponować swoim życiem właśnie tak, bez pretensji i roszczeń. Z tej sceny wynika także i to, że Jan był autentycznym nauczycielem, ponieważ przygotował uczniów do świadomego szukania woli Bożej.Uczniowie odchodzą, ale przecież nie jest to nagły kaprys rozbestwionych bachorów; nie są to żadne wagary; nie jest to żaden unik czy dezercja. Oni odchodzą w ściśle określonym momencie, gdy Jan wskazując na  Jezusa mówi: „Oto Baranek Boży". Odsyła ich pod właściwy adres. On miał ich przygotować, a nie zatrzymać! To wszystko miało służyć ich wolności, a nie przywiązaniu. Kim byłby Jan Chrzciciel, gdyby oni nie poszli za Jezusem? Życie uczniów pośrednio świadczy o nauczycielu, więc wydaliby złe świadectwo swojemu nauczycielowi. Okazałoby się wtedy, że Jan nie myślał ani o Bogu, ani o dobru swoich uczniów, tylko o sobie. Na szczęście nie był przebierańcem ani malowanym prorokiem, ale wiernym i pokornym sługą Boga.W pewnym momencie Jezus zapyta: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli oglądać? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w dobrobycie. Coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana." (Łk 7, 24-30).  To ważne wskazanie dla wszystkich pasterzy, przełożonych zakonnych, wychowawców seminaryjnych, spowiedników i kierowników duchowych, animatorów wspólnot, ale także dla rodziców, opiekunów prawnych, terapeutów i przedstawicieli wszystkich profesji, które w zasadniczych kwestiach oparte są na zaufaniu publicznym i wymagają autorytetu. W tym sensie wszyscy, także nauczyciele, mamy czuć się uczniami!

 

Ks. Ryszard K. Winiarski, Puławy

Otwierany 145 razy Źródło: SFD Autor: Ks. Ryszard K. Winiarski, Puławy
Ocena   
  Zarejestruj / zaloguj się, aby oceniać
Komentarze   
Do tej pory nikt nie komentował
Twój komentarz   
Imię  
Treść  


Logowanie
Login
Hasło
Zakładanie konta
Wyróżnione teksty
Wnętrze naszego kościoła