Samotność nauczyciela (J 1,35-42)
Zawsze mnie zastanawiało: dlaczego Jezus do grona apostołów nie powołał Jana Chrzciciela? Przecież, po ludzku rzecz biorąc, był to idealny kandydat. Wierny
tradycji proroków. Radykalny asceta, ale nie fanatyk, wolny od nałogów,
odważny i pokorny zarazem. Nieuwikłany politycznie (co nigdy nie jest
łatwe!). Zaprawiony w duchowej walce, z doświadczeniem, jakiego nie
mieli inni. Wolny od skandali i jakichkolwiek ludzkich przywiązań.
Wydaje się, że inni mogliby być jedynie tłem dla tego giganta ducha.
Cóż to za paradoks: wypróbowany, z ogromnym doświadczeniem, a mimo to - pominięty! Czy to wszystko nie ma żadnego znaczenia? Dlaczego Jezus, wybierając
kolegium Dwunastu, pominął go? Przecież misja apostołów jest pochodną
misji proroków. Co więcej, Jezus pozbawił Jana uczniów. Skazał go na
samotność! Odarł jego świat z oczywistego piękna, z tego, co było jego
radością. Reszty ogołocenia, nieco później, rękami siepaczy dokonają
Herod z Herodiadą.
Po ludzku rodzi się jakiś trudny do
opisania żal nad Janem Chrzcicielem. Taki człowiek, w dodatku krewny
Jezusa, poruszył wiele sumień, bez pretensji oddaje najbliższych sercu
uczniów. Nie broni się. Nie wnosi żadnego sprzeciwu! Nie zatrzymuje
nikogo! Umniejsza się, by Chrystus mógł wzrastać! Ileż trzeba mieć pokory i wolności, by nie zawłaszczać innych. Dzisiejsza ewangelia ukazuje nam dojrzałe relacje między mistrzem a
uczniami. Uczniowie mogą być różni i mogą się różnie zachowywać - takie
jest niepisane prawo ucznia, ale nauczyciel musi być dojrzały. Musi być wolny afektywnie, inaczej będzie przytłaczał i zniewalał sobą. Broniąc się przed samotnością i opuszczeniem, wykorzysta zaufanie, amputując im osobowość. Jan
Chrzciciel jest wolny i dlatego może dysponować swoim życiem właśnie
tak, bez pretensji i roszczeń. Z tej sceny wynika także i to, że Jan był
autentycznym nauczycielem, ponieważ przygotował uczniów do świadomego
szukania woli Bożej.Uczniowie
odchodzą, ale przecież nie jest to nagły kaprys rozbestwionych bachorów;
nie są to żadne wagary; nie jest to żaden unik czy dezercja. Oni
odchodzą w ściśle określonym momencie, gdy Jan wskazując na Jezusa
mówi: „Oto Baranek Boży". Odsyła ich pod właściwy adres. On miał ich przygotować, a nie zatrzymać! To wszystko miało służyć ich wolności, a nie przywiązaniu. Kim byłby
Jan Chrzciciel, gdyby oni nie poszli za Jezusem? Życie uczniów pośrednio
świadczy o nauczycielu, więc wydaliby złe świadectwo swojemu
nauczycielowi. Okazałoby się wtedy, że Jan nie myślał ani o Bogu, ani o
dobru swoich uczniów, tylko o sobie. Na szczęście nie był przebierańcem
ani malowanym prorokiem, ale wiernym i pokornym sługą Boga.W pewnym momencie Jezus zapyta: „Coście
wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście
wyszli oglądać? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach
królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w
dobrobycie. Coście wyszli zobaczyć? Proroka? Tak, mówię wam, nawet
więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana." (Łk 7, 24-30).
To ważne wskazanie dla wszystkich pasterzy, przełożonych zakonnych,
wychowawców seminaryjnych, spowiedników i kierowników duchowych,
animatorów wspólnot, ale także dla rodziców, opiekunów prawnych,
terapeutów i przedstawicieli wszystkich profesji, które w zasadniczych
kwestiach oparte są na zaufaniu publicznym i wymagają autorytetu. W tym sensie wszyscy, także nauczyciele, mamy czuć się uczniami!
Ks. Ryszard K. Winiarski, Puławy
|
Otwierany 145 razy
|
Źródło:
SFD
|
Autor: Ks. Ryszard K. Winiarski, Puławy |